ZORGANIZOWAĆ DZIAŁALNOŚĆ SZKOŁY DLA DZIECI GŁUCHONIEMYCH W AFRYCE

Prowadzić, a wcześniej zorganizować działalność szkoły dla dzieci głuchoniemych w Afryce, to zadanie, które nie należy do łatwych. Takich wyzwań jednak nie boi się pani Ewa Gawin, pracująca w Kamerunie 23 lata. W swoim liście przedstawia, co to znaczy troszczyć się o wychowanie i edukację zepchniętych na margines dzieci.

Bertoua, 13 listopada 2013 r

Drodzy czytelnicy „Głoście Ewangelię”!                            

Zacznę od kilku słów o ubiegłym roku szkolnym 2012/2013. Rozpoczął się on 3 września, jak w każdej szkole w naszym kraju, tylko że w naszej szkole byli obecni niektórzy nauczyciele, a uczniowie „kapali” do ostatnich dni grudnia. Przez ten czas trudno było ustalić liczbę uczniów w klasach czy potrzebnych ławek. Każdego dnia ławki wędrowały z klasy do klasy, a za nimi wędrowali uczniowie, ci spóźnialscy i ci nowi. Może ktoś zapyta, czym to jest spowodowane? Odpowiedź jest prosta dla nas, znających nieco mentalność rodzin mających niepełnosprawnych w swoich domach.  

Rodzice dzieci niepełnosprawnych, szczególnie głuchoniemych, traktują je jako te, które mogą być zapisane do szkoły, ale nie muszą. Ich rodzeństwo od dawna uczęszcza do szkół i to często z wszystkimi przyborami, jakie są potrzebne dziecku do nauki. Dzieci niepełnosprawne w dużym stopniu przychodzą do szkoły bez żadnych przyborów, bez fartuszka i często głodne, tak wygląda równość w rodzinach. Oczywiście są wyjątki.

A teraz nieco cyferek. W roku szkolnym 2012/2013 w całej szkole mieliśmy 68 uczniów. W przedszkolu w dwóch sekcjach małej i dużej (uczyły się w jednej klasie) było 14 uczniów, w tym 5 dziewczynek. W szkole podstawowej natomiast 54 uczniów, w tym 34 chłopców i 20 dziewczynek. Klasa I i II miały swoje klasy w nowym budynku, inne dzieliły te same pomieszczenie przedzielone kotarami w starym budynku. Po raz pierwszy w tym roku została otworzona klasa specjalna dla uczniów z opóźnieniem umysłowym, problemami ruchu itp. Prowadziła ją p. Małgorzata Kiedrowska, pracująca obecnie w Republice Środkowoafrykańskiej.

Nasi uczniowie mają też zajęcia grupowe. Jest to katecheza prowadzona przez siostrę dominikankę Theresinię (Brazylijka). Mamy też w grupach sport i język angielski. Spowodowane to jest niewystarczającą ilością godzin w oficjalnym programie szkolnym. Do obowiązującego normalnie programu w naszej szkole są dodane lekcje języka migowego i czytania z ust. Te zajęcia muszą się zmieścić w normalnym zakresie godzin, więc upychamy je gdzie można i jak można.

Dużym naszym utrudnieniem jest dowóz dzieci do szkoły i odbieranie ich po lekcjach. Są one przywożone i odwożone motorkami taxi. Każde jest z innej dzielnicy. Często dziecko jest zapominane przez swojego „pana motorka” i czeka nawet po kilka godzin, aż ktoś w domu zorientuje się, że brakuje dzieciaka.

W ubiegłym roku zostało zapisanych 68 uczniów, 10 % zapłaciło całkowicie szkołę, 15% zapłaciło połowę, a 35% jedną czwartą. Reszta nie uiściła żadnej opłaty. W rodzinach zastępczych było umieszczonych 14 uczniów, po 3-4 w jednej rodzinie. Fundusz szkolny, na jaki liczymy od każdego dziecka, to opłata szkolna 25 000 fcfa (38 €). Powinniśmy otrzymać 1.675.000 fcfa, a otrzymaliśmy 1.025.000 czyli tylko 61 % oczekiwanej sumy. Otrzymaliśmy jednak pomoc od przyjaciół (558.000 fcfa) i 9.000.000 z organizacji Lilian Fonds. Dysponowaliśmy więc sumą ponad 10 mln fcfa, a pieniądze spożytkowaliśmy głownie na: długi z roku 2011/2012, pomoce szkolne, książki, przejazdy, ubezpieczenia, leczenie, pensje dla nauczycieli i stróża. Do tego doszły opłaty internatu za 14 uczniów (po 20.000 fcfa przez 10 miesięcy = 2.800.000). Na każdego ucznia potrzebujemy ponad ok. 200 tys. fcfa rocznie, czyli około 300 €. Nie doliczam tutaj tego, co codziennie się daje uczniom, którzy np. zapominają czy gubią długopisy, tabliczki, książki, nie mają śniadania albo dobrych butów na lekcję wychowania fizycznego. To tyle cyferek ubiegłorocznych. Smutna wiadomość na ten rok, organizacja Lilian Fonds, która nas wspierała, obniżyła swój wkład o ponad 30% z powodu kryzysu ekonomicznego. Pytanie, co dalej z nauką w naszej szkole? Nie tracimy jednak nadziei.

Ale mamy też radości, jedną z nich jest to, że tym roku nasi uczniowie zdali na 100% egzamin kończący szkołę podstawową, zajęliśmy pierwsze miejsce w powiecie. Tegoroczni absolwenci będą kontynuować naukę w technikum (3 osoby) i w przystosowaniu do zawodu – (stolarstwo 1 i rolnictwo 2 osoby). Są to uczniowie, którym wiek nie pozwala kontynuować szkoły podstawowej, a mają wystarczający zakres podstawowych wiadomości (czytania, pisania, liczenia) do kontynuowania innych szkół. Radości i trudności tak w tym roku, jak i w poprzednich, powtarzają się.

Podstawowym problemem jest brak zainteresowania większości rodziców, którzy traktują szkołę swoich niepełnosprawnych dzieci jako zło konieczne. Gdy pytamy, dlaczego tak późno dziecko jest zapisywane do szkoły, odpowiedź często brzmi: ”dziecko płacze, że inne chodzą, a ono nie, to niech idzie, ale na niego nie mamy pieniędzy, bo zapłaciliśmy za inne”. Dzieci pochodzące z odległych wiosek, a mieszkające w rodzinnych internatach, są bardzo często pozostawione bez jakiejkolwiek pomocy, czy to finansowej, czy materialnej przez własną rodzinę. To tylko dobre serce rodzin zastępczych, że dzieci czują się tam dobrze. W ubiegłym roku zakupiliśmy piętrowe łóżka i materace, w tym roku też czekają nas kolejne wydatki związane z umieszczeniem uczniów w rodzinnych internatach.

Dużym utrudnieniem był też brak bieżącej wody. Przed rozpoczęciem lekcji uczniowie byli zobowiązani do przyniesienia wody z pobliskiej studni. Woda ta jednak nie nadawała się do picia. Wodę pitną przywoziłam z oddalonych o 8 km studni głębinowych, tak też jest do dnia dzisiejszego.

Nasza praca tutaj pod afrykańskim słońcem to w dużej mierze zasługa całego sztabu niewidocznych przyjaciół. Bez ich pomocy nie przeżylibyśmy tutaj kolejnego dnia. Pragnę podziękować wszystkim serdecznie za modlitwę, wsparcie materialne i to duchowe, jest to nam naprawdę potrzebne. Bóg zapłać za każde okazane nam dobro. Co by zrobił żołnierz na froncie, gdyby za nim nie stał cały sztab ludzi? Podobnie i my, bez Waszego sztabu nic tutaj nie możemy zdziałać. Szczególne podziękowanie należy się wszystkim Kolędnikom Misyjnym i wszystkim tym, którzy włączają się w tę akcję. Wasza opieka i wielkie serce, Wasza pamięć i modlitwa pomaga nam nawet w pochmurne i deszczowe dni widzieć słońce, a jest ono w każdej uśmiechniętej buzi naszych uczniów. Raz jeszcze Bóg zapłać.

Ewa Gawin - Kamerun

Głoście Ewangelię (2014)3, 15-17.