Pani Ewa Gawin zaczęła już 23. rok swojej pracy w Kamerunie. "Zabrali nawet krzesło…"
Pani Ewa Gawin zaczęła już 23. rok swojej pracy w Kamerunie. Służy najbardziej potrzebującym dzieciom i dorosłym. W liście opisuje, jak wyglądają pierwsze chwile w Afryce po powrocie z urlopu. 
 
Bertoua, 20 października 2011 r.
Zabrali nawet krzesło…...
Drodzy Czytelnicy!
Podróż przebiegała bez problemów, a na lotnisku w Brukseli poczułam się jak  u siebie. Głośne rozmowy, śmiech i te niezliczone tobołki. W samolocie spotkałam ks. Wojtka z diecezji Krybi, najstarszego stażem misjonarza FD w Kamerunie. Podróż przebiegła bardzo szybko i ku naszemu zdziwieniu walizki doleciały też i to w całości.
Wyjeżdżając z lotniska, czułam się jak na tarnowskich ulicach w godzinie szczytu. Żółwimi krokami ciągnęliśmy do przodu w środku nocy i ulewnym deszczu, który nie przeszkadzał przydrożnym sprzedawcom smażyć ryby, mięso, banany i piec kukurydzę, w końcu swojskie zapachy.
Do Atok, gdzie jest sanktuarium Pana Jezusa Miłosiernego, dotarliśmy przed północą, ale jeszcze nie na tyle późno, by nie zjeść kolacji imieninowej u o. Franciszka. Po porannej  Eucharystii wyruszyliśmy jeszcze asfaltową drogą w kierunku Bertoua. Będąc coraz bliżej domu, powracały jak przy każdym powrocie te same pytania, jak dom, co się zmieniło, czy dzieci w szkole i kogo już nigdy nie spotkam.
W domu powitał mnie pies, kot, niemało kurzu, do którego się zaraz przyzwyczaiłam. Rozpakowanie walizki zajęło mi kilka minut i wymarzony prysznic już mi się śnił, i na śnie się zakończyło. Kran jak zaklęty nie chciał dać kropli wody, czyli jestem teraz już na pewno u siebie, tzn. bez wody, ale z kranami. Kłopoty z wodą mamy już od kilkunastu miesięcy, jest – i jej nie ma, kapie i nie kapie. Po informację poszłam do księdza proboszcza, woda zniknęła tak po prostu, żyły wodnej już nie ma i trzeba kopać nową studnię, a to tylko około 70 m w gliniastej ziemi – taka była odpowiedź. Ta perspektywa na kolejne miesiące naszej misji nie jest pocieszająca.  Trzy szkoły z internatem, cała misja to około 2 tys. mieszkańców.
Niedzielna msza św. Pierwsze powitania i jak można sobie wyobrazić pytania o to, co przywiozłam. Wszyscy czekali na podarunki, a walizka była tylko jedna. Po Eucharystii spotkanie modlitewne dla dzieci (nowość od kilku miesięcy w naszej parafii), a dzieci trudno było policzyć – około 190, salka w szwach pękała. Po celebracji, na której było cichutko jak makiem zasiał, poszliśmy pod grotę na różaniec. Skupienie, powaga i z serca płynące intencje dały mi wiele do myślenia. Dzieci modliły się o pokój, o światło Ducha Świętego dla wyborców (w tym dniu były u nas wybory), za chorych, więźniów, głodnych, dzieci poczęte, biednych i starców. Umówiliśmy się na codzienny różaniec o godz. 17 przy grocie Matki Bożej.
,,Nie lubię poniedziałków”  i tym razem prawie się sprawdziło. Przy szkole powitały mnie dzieci, mało powiedziane powitały, powieszały się na mnie i trudno mi było wejść do klasy. Bardzo się ucieszyłam moimi nauczycielami w pełnej formie, nie mówiąc już o dzieciach. Co za radość, że tak dużo Pan nam ich dał. Wielkie było moje zaskoczenie, gdy po otwarciu biura nie znalazłam nawet jednego krzesła. Na pytanie gdzie zniknęły, odpowiedź była prosta: dzieci nie mają na czym siedzieć. Takim sposobem zostałam bez krzesła, ale z biurem i przepełnionymi klasami.
Po zakończeniu nauki, klasy przemieniły się w poczekalnie dla dzieci, które nie zostały jeszcze zapisane do szkoły. Niepełnosprawni i więźniowie też zaliczali kolejkę  i w ten sposób mój dzień zaczyna się przed wschodem słońca i kończy zachodem.
W kolejne dni na pewno nie będzie różnicy w programie. Dojdzie jeszcze budowa i odwiedziny w więzieniu – już się tłumaczyłam, czemu tak długo mnie nie było. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.
Wszystkim serdecznie dziękuję za każde wsparcie podczas wakacji, za dar modlitwy, szczególnie o pokój w naszym kraju. Pamiętam też w mojej  modlitwie o Was.
Wdzięczna Bogu za dar misyjnej posługi.
 
Ewa Gawin - Kamerun
Głoście Ewangelię 1(2012), s. 14-15.