TRZYNASTY ROK PRACY W KAMERUNIE

Pani Ewa Gawin zaczęła trzynasty rok pracy w Kamerunie. Jako doświadczona „Afrykanka” przybliża nam posługę osoby świeckiej wśród niepełnosprawnych, więźniów i chorych na AIDS.

Bertoua, październik 2001 r.

            Moi Drodzy!

Od mojego wyjazdu po urlopie i przyjazdu do Kamerunu niewiele się zmieniło poza tym, że zostałam w domu sama. Moje koleżanki skończyły kontrakty i wróciły do Europy.

W tym roku mamy w naszym kółku krawieckim więcej dziewczynek niepełnosprawnych - kaleki, jeżdżące na wózkach i przemieszczające się o laskach. Mieszkają w jednej dużej sali, tam też przygotowują sobie raz dziennie posiłek. Mamy cały „kram” z ich kuchnią. Dziś mi oznajmiły, że kuchenka na naftę się popsuła, a raczej zjadła ją rdza. Co tydzień jeździmy na zakupy po maniok, banany, mąkę i ryby. Niestety, musimy „wydzielać dzienną rację”, bo ciągle za mało. Dla nich kupiłam też maszyny do szycia, trudno było o znalezienie maszyn na korbkę, bo takie już prawie nie istnieją. Jedna kosztuje 1450 FF. Ponieważ nasze dziewczynki nie mają sprawnych nóg więc nie mogą używać maszyn na pedały. Ich tygodniowy program to szycie, haftowanie, ekonomia domowa i katecheza. Kurs prowadzą siostry z Zairu, robią to wspaniale, ale cała sprawa finansowa na naszych barkach. Mamy ciągłe kłopoty z materiałem do szycia, igłami, które łamią się jak na zawołanie i jedzeniem dla nich. Proszę o modlitwę, byśmy mogli znaleźć jakieś rozwiązanie i nie musieli zamknąć tej szkółki, która przygotować może te młode osoby do zdobycia zawodu i powrotu do swoich wiosek z fachem w ręku.

Dziś niedziela. Wróciliśmy właśnie z wiezienia. Ksiądz Arcybiskup udzielił sakramentu bierzmowania. Kilku z więźniów przystąpiło do I Komunii św. Zarówno więźniowie jak i goście głęboko przeżyli tę uroczystość. Więźniowie przygotowali całą oprawę liturgiczną mszy św., śpiewy, tańce. Oczywiście wcześniej odbyło się przygotowanie zarówno duchowe – katecheza prowadzona przez jedną z sióstr duchaczek, jak i materialne – szukanie w „lumpeksie”, tj. na „ciuchach” ubrań dla każdego z nich, które trzeba było wyprać, wyprasować. Każdy z bierzmowanych otrzymał też książeczkę z modlitwami do Pana Jezusa Miłosiernego, różaniec i medalik.

            Wieczorem wraz klerykami Archidiecezjalnego Seminarium Duchownego organizuję spotkanie z osobami chorymi na AIDS. To spotkanie zatytułowane jest „Z odsłoniętą twarzą”. Jakby się wydawało, tutaj w Afryce, AIDS nie jest nikomu obcą chorobą, są jednak tacy, którzy nie wierzą, że taka choroba istnieje. Nawet lekarze, z którymi pracujemy, nie zawsze są przekonani o istnieniu choroby XX wieku. Często w rodzinie, gdzie jest taki chory, bliscy z rodziny są posądzani o rzucanie czarów itp., wtedy trzeba znaleźć winnego i ukarać go. Bardzo często ci chorzy są odrzucani przez rodzinę i bliskich. Umierają samotnie i w warunkach okropnej nędzy.

Dziś w seminarium spotkamy się z trzema młodymi osobami. Dwóch mężczyzn pochodzi z Bertoua, tu się urodzili i tu założyli rodziny, w poszukiwaniu lepszej pracy powędrowali do stolicy, teraz wracają, by dać swoje świadectwo na swoim podwórku. Studentka – córka księcia jednego z bardzo liczących się klanów, zarażona przez wirus, przeżyła ostatnie stadium, z którego po ludzku sądząc, się nie wychodzi. Zawdzięcza to, jak mówi, nieustannej modlitwie całej swojej rodziny i księdza, który po udzieleniu jej sakramentu chorych powiedział: „Zobaczysz, że jeszcze zatańczysz”. Po roku leżenia w łóżku prawie bez ruchu powoli zaczęła poruszać rękami, powoli zaczęła chodzić. Chce kontynuować swoje studia prawnicze, które przerwała, a jednocześnie robić wszystko, by przestrzec swoich kolegów przed tą chorobą.

Ci młodzi ludzie, którzy przeszli swoją śmierć, postanowili pokazać się, powiedzieć, przestrzec i podzielić się swoimi kłopotami, z jakimi się spotykają na co dzień żyjąc z wirusem AIDS. W Kamerunie i nie tylko, istnieją kluby osób żyjących z HIV, pomagają one sobie nawzajem przeżyć każdy kolejny dzień.

U nas na wschodzie jest to jeszcze nie do pomyślenia, by chory przyznał się że jest chory na AIDS. Jest wielka presja społeczeństwa, na wioskach, są oni odrzucani, w mieście wytykani palcami. Jest im bardzo trudno, szczególnie gdy są odrzuceni przez rodzinę, zostają bez środków do życia, dzieci bez rodziców.

A tak na co dzień moja praca w służbie zdrowia to budowy ośrodków zdrowia, szkolenia, zakupy leków, wizyty w więzieniu, szukanie pieniędzy na transport dla tych, którzy wyszli z więzienia, by mogli powrócić do swoich rodzin, szukanie pracy dla dzieciaków, a jak czas pozwala, to praca w ogródku. To taki codzienny chleb.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy z bliska czy daleka, modlitewnie czy materialnie nam pomagają. Zanoszę moje zdrowaśki w Waszej intencji.

Zostańcie z Bogiem - Ewa Gawin, Kamerun

Głoście Ewangelię 1(2002), s. 30 – 32.