U NASTĘPCÓW APOSTOŁA KAZACHSTANU (1)

U NASTĘPCÓW APOSTOŁA KAZACHSTANU (1)

Posługa księży tarnowskich na ziemi potrzebującej Boga i Kościoła

            Kazachstan zbyt dobrze znany nam nie jest. Kojarzymy go chyba najprędzej z byłą republiką ZSRR, co zresztą podpowiada religijną charakterystykę sytuacji mieszkańców tego kraju. Większość z nich to Kazachowie kojarzeni z islamem, a drugą religią jest chrześcijaństwo kojarzone z prawosławiem. Skutek ateizacji dokonywanej przez władzę radziecką jest oczywisty i ogromny. Przypomniał o tym Jan Paweł II, kiedy odwiedził Kazachstan we wrześniu 2001 roku: „Długa zima komunizmu, który starał się wyrwać Boga z ludzkiego serca, w znacznej mierze wyparła treści duchowe z miejscowych kultur”.

Meczety wcale przepełnione nie są. Praktykuje w nich swoją religię tylko niewielki procent muzułmanów. Prawosławnych w cerkwiach często mniej niż katolików w kościołach, którzy w Kazachstanie stanowią około 1%  mieszkańców.

            Kazachstan jest długi i szeroki. Długie też dystanse przychodzi przemierzać w nim naszym misjonarzom, a zwłaszcza – jak za chwilę się zapewne przekonamy – ks. Dariuszowi Burasowi administratorowi apostolskiemu w Atyrau. Również my, odwiedzający Kazachstan, mieliśmy namiastkę tego doświadczenia. W czasie niemal trzech tygodni (10-28 września) pokonaliśmy na terenie Kazachstanu dystans prawie pięciu tysięcy kilometrów. Spędziliśmy w podróży (nie licząc lotów z Polski i do Polski) 58 godzin. W samochodzie przyszło nam przemierzyć ponad 2600 km, na co potrzebowaliśmy około 39 godzin, pociągiem przebyliśmy dystans 740 km w czasie 17 godzin, a w powietrzu pokonaliśmy 1450 km.

            Nasi tarnowscy misjonarze przybyli do Kazachstanu w 1999 roku. Byli to księża: Janusz Kaleta i Waldemar Patulski. Ten pierwszy jest właściwie twórcą całej struktury kościelnej w zachodnim Kazachstanie obejmującym obszar prawie 2,5 razy większy od obszaru Polski. Obecnie tarnowscy księża posługują w dwóch jednostkach kościelnych (na cztery istniejące): w diecezji Karaganda i administraturze apostolskiej ze stolicą w Atyrau. Do tej pory przez Kościół w Kazachstanie przewinęło się (łącznie z tymi, którzy obecnie tu pracują) dziesięciu tarnowskich księży.

 

Zacznijmy od Chromtau

 

Formalne początki parafii w Chromtau, obecnie 25 tysięcznego miasta obfitującego w kopalnie odkrywkowe i głębinowe chromu (2 miejsce w świecie), sięgają dopiero obecnego stulecia, bo 2003 roku. Wtedy przybył tu ks. Jan Trela z diecezji rzeszowskiej i jako pierwszy proboszcz, dokonując zakupu mieszkania w bloku, zamieszkał na miejscu. Po nim tworzenie wspólnoty kontynuował ks. Janusz Potok (VIII 2005-V 2009) z naszej diecezji.

Choć Chromtau znalazło się jako kolejne miejsce na szlaku moich misyjnych wizyt (po diecezji karagandyjskiej), to wspomnienie o nich i opis zacznę od parafii pw. Św. Rodziny w tym mieście, gdzie w dniu 18 września 2016 r. miało miejsce wmurowanie kamienia węgielnego w kościele, który znajduje się na jednym z ostatnich etapów swojej budowy. Ta doniosła i niecodzienna uroczystość, była jednocześnie zwieńczeniem etapu pracy misyjnej ks. Piotra Kluzy, tarnowskiego misjonarza, który przybył do Kazachstanu w lipcu 2008 r. We wnętrzu nowego kościoła sprawowaliśmy po raz pierwszy mszę św., której przewodniczył administrator apostolski ks. Dariusz Buras. Mnie przypadło w udziale wygłoszenie słowa Bożego. W uroczystości wzięło udział dużo, jak na tamtejsze warunki, miejscowych katolików i nie tylko. Przybyło z dwóch parafii (również z oddalonego 100 km Aktiubińska) około 80 osób. Zgromadzenie stanowiło praktycznie obecność całych dwóch wspólnot.

Wmurowanie kamienia węgielnego otworzyło nowy przedział w historii parafii, ale też zamknęło dotychczasowy. Kaplica, utworzona w parterowym domu, wyremontowana z zewnątrz przez ks. Janusza Potoka, a potem wewnątrz przez samego ks. Piotra Kluzę, przestała być miejscem, w którym wierni zbierają się na Eucharystię. Pewnie będzie służyć innym celom. Wieczorem 17 września 2016 roku z ks. Dariuszem i ks. Piotrem miałem zaszczyt koncelebrować mszę św., która była już ostatnią na miejscu, gdzie powoli i w trudzie tworzył się Kościół, który dalszą swą drogę kontynuował będzie w nowej, dzięki ks. Piotrowi, świątyni. A świątynia wpisała się już w panoramę miasta. Około 300 m od meczetu i 600 od prawosławnej cerkwi stanął kościół katolicki!

Ksiądz Piotr często jeździ do wspomnianego Aktiubińska pomagać lub zastąpić w posłudze kapłańskiej. Są to najbliżej oddalone od siebie parafie w całej administraturze. W zimie z jazdą jest problem. Na niektórych odcinkach droga jest bardzo trudna, często nieprzejezdna. Nawiany ze stepu śnieg odgarniany przy pomocy specjalnego sprzętu, tworzy biały „tunel” na 2-3 m wysokości. Raz o mało co nasz misjonarz nie ugrzązł w zaspie śnieżnej.

W Aktiubińsku, gdzie w 1983 roku stanął wtedy jedyny kościół na obszarze całej obecnej  administratury, mieliśmy okazję zobaczyć centrum neokatechumenatu w Kazachstanie. Tak bym nazwał niedawno powstały dom wybudowany przez ks. Tadeusza Smereczyńskiego, miejscowego proboszcza od 1993 roku, wielkiego protektora i propagatora drogi neokatechumenalnej.

Chromtau jest dobrym przykładem na sytuację religijną w Kazachstanie. Do meczetu, w 25 tysięcznym mieście, w którym ponad 90% mieszkańców to Kazachowie, przychodzi około 200 osób. W cerkwi prawosławnej w niedzielę modli się kilkanaście osób. Za to wspólnota Kościoła katolickiego, dzięki łasce Bożej i ofiarnej, ale i trudnej posłudze księży z Polski, powiększa się. Ks. Janusz Potok mówił mi, że kiedy tu przybył, miał trójkę wiernych. Dzisiaj jest ich w niedzielę 20-25. Wśród nich są dwie całe rodziny, co jest bardzo obiecującym zjawiskiem. Są też tzw. sympatyzujący (ok. 20 osób), którzy przychodzą od święta. Wszystko ma swój wolny, ale regularny rytm. W 2015 roku miał miejsce jeden chrzest, w tym roku jeszcze nikt nie został ochrzczony. Ks. Piotr, gdy przybył tu jako proboszcz w maju 2011 r. (wcześniej był tu jako wikariusz od VII do X 2008), podawał w niedziele Komunię św. 4-5 osobom. Teraz jest ich kilkanaście.

Nawet kilkanaścioro dzieci bierze udział w sobotniej katechezie-szkole z programem biblijno-liturgicznym dotyczącym życia Kościoła. Dzieci przychodzą na 2-3 godziny. Zawsze jest poczęstunek, który praktycznie przynoszą zaopatrzone przez rodziców dzieci. W ramach chrześcijańskiej formacji swoich najmłodszych parafian ks. Piotr wysyła (zawozi!) dzieci do oddalonego 580 km Uralska, gdzie w okresie wakacyjnym prowadzone są dla nich oazy. W poprzednim roku wysłał ich kilkanaście. Taka formacja owocuje. Od roku ks. Piotrowi pomaga w misyjnej działalności ks. Kamil Bachara. Jest on nie tylko duszpasterzem na miejscu, ale angażuje się w formację podczas oaz, w której uczestniczą dzieci z kilku miejsc atyrauskiej administratury.

Ks. Piotr zaczął starania o budowę kościoła zaraz po objęciu funkcji proboszcza. Trzeba było nie tylko kupić ziemię, ale przewidzieć odpowiednie miejsce, a właściwie zgodzić się na wskazanie go przez władze miejskie. Potem zaczął się skomplikowany proces pozwoleń i wyzwalanych lub wyzwalających się trudności, choć i na tej drodze spotykał życzliwych ludzi, którzy katolikami nie byli i nie są. Pierwsza łopata została wbita dopiero po trzech latach – 19 lipca 2014 roku. Kiedy mówimy o budowie, należy pamiętać, że chodzi o budowę całego kompleksu, na który składa się niewielki kościół i podobnie skromnych rozmiarów dom dla duszpasterstwa z mieszkaniem dla księdza. Największy wkład w budowę ma Ofice to AID, która jest specjalną agendą Konferencji Episkopatu USA. Swój udział w budowie ma również diecezja tarnowska. To dar opiewający na sumę 15 tys. USD Wszystkie okna i drzwi w całym kompleksie są „nasze”. I to nie tylko w sensie sfinansowania tej stolarki, która dzięki Iwonie Ligas nie kosztowała tyle, ile mogła kosztować, ale i w sensie źródła produkcji, którym była zrodzona i funkcjonująca w naszej diecezji firma Dako.

Za szczęściem, które można było wyczytać w oczach ks. Piotra, kryje się wiele ofiary: duchowej i fizycznej. Trudno tu wyliczać wszystkie trudności, które towarzyszyły budowie. Zdobyć miejscowych specjalistów w budownictwie to rzecz nierealna. Ks. Piotr zaangażował pracowników z Uzbekistanu, którzy w Kazachstanie szukają pracy, jak Polacy w innych krajach Europy. Również sam ks. Piotr pozostawił w całym obiekcie dużo pracy swoich własnych rąk. Położyć płytki na ścianę czy panele na podłogę to dla niego nie problem. Również w białym montażu jest biegły. Sam widziałem samą pracę, jak i jej efekty.

W moim kazaniu podczas uroczystości, a także w słowie na jej zakończenie pozwoliłem sobie zauważyć, że bł. ks. Władysław Bukowiński uczy nas prawdy o konsekwencji pójścia za Jezusem i odwagi niecofania się przed trudnościami, za które często trzeba wiele zapłacić. Powiedziałem też: „Ja błagadarju Boga nie tolka za to, szto On posłał k’wam swiaszczennika, no osobienno błagadarju Boga szto posłał k’wam otca Piotra Kluzu”. Ks. Piotr jest i zostanie dla tej małej wspólnoty autentycznym darem.

 

W stolicy administratury

 

            Administratura apostolska ze stolicą w Atyrau została utworzona w 1999 r. przez Jana Pawła II, równolegle z innymi trzema jednostkami administracji kościelnej w Kazachstanie. Pierwszym administratorem apostolskim w Atyrau, niemal trzystatysięcznym mieście położonym niedaleko Morza Kaspijskiego, był ks. Janusz Kaleta, sprawując ten urząd do 2011 roku, kiedy został biskupem Karagandy. Obecnie, od maja 2015 roku, administratorem jest ks. Dariusz Buras. Jest czymś trudnym do wyobrażenia dla każdego z nas, że na olbrzymim terenie jego jurysdykcji, dwa i pół razy większym niż Polska, jest tylko sześć parafii obsługiwanych przez siedmiu księży (w tym czterech z tarnowskiej diecezji). Skala tego wyobrażenia powiększa się, gdy pomyślimy, że w sumie w niedzielnych mszach świętych w tych parafiach uczestniczy mniej osób (około 150-170) niż na jednej mszy św. w przeciętnej parafii diecezji tarnowskiej.

            Wspomniane parafie to oddalone od siebie wyspy na wielkim morzu. Ks. Dariusz, mieszkający w Atyrau, do najbliższej parafii w Kulsarach ma 230 km, a do innych: w Uralsku 520 km, w Aktiubińsku 700 km, w Chromtau 800 km i w Aktau 1000 km. Wszystkie te przestrzenie pokonuje samochodem i pociągiem, niekiedy samolotem. Z racji swej funkcji często jest w drodze, jest człowiekiem, któremu nieobca jest walizka. Oprócz wizyt związanych z administrowaniem swej funkcji udaje się do tych parafii, by po prostu zastąpić księdza pod jego nieobecność z różnych powodów.

            Siedziba administratury związana jest istnieniem i funkcjonowaniem parafii pw. Przemienienia Pańskiego. Obecnie jej proboszczem jest ks. Marian Tomaszov, Słowak z pochodzenia, od pięciu lat posługujący w Kazachstanie. W tej parafii jednak od początku jej istnienia (1999) do sierpnia 2016 roku stałymi duszpasterzami byli nieprzerwanie księża tarnowscy: Waldemar Patulski (IX 1999-VIII 2002), Dariusz Buras (VII 2002-VIII 2006), Wojciech Maślanka (VIII 2003-V 2005 i IX 2007-VIII 2008), Marian Brach (IX 2007-X 2008), , Piotr Kluza (X 2008-V 2011), Łukasz Niemiec (IX 2011- IV 2013 jako wikariusz i VII 2014-VIII 2016 jako proboszcz), który od stycznia 2015 r. pełni funkcję wikariusza generalnego administratury. Podobną funkcję pełnił wcześniej ks. Dariusz Buras do 2006 roku.

            Wspólnota w Atyrau jest wspólnotą osobliwą. Oprócz w miarę regularnie praktykujących niedzielne Eucharystie 45-50 osób spośród miejscowej ludności, kilkanaście osób przychodzi na niedzielną mszę św. celebrowaną w języku angielskim. Są to ci, zwłaszcza Amerykanie, którzy z Kazachstanem związani są przez pracę w przemyśle naftowym. Te 40 osób to również owoc pracy naszych księży. Kiedy Kościół zaczynał się tu zawiązywać, nie było tutaj po prostu prawie nikogo.

            Kiedy z radością mogłem przemówić do osób zgromadzonych na niedzielnej Eucharystii w dniu 25 września, życzyłem temu Kościołowi, by – nawiązując do słów Jana Pawła II – choć niewielki w liczbę, był Kościołem, który umacnia swoją wiarę przez modlitwę, uczestniczenie w Eucharystii i dostrzeganiu Chrystusa w innych. Podziękowałem też za to, że patrząc na wiarę i życie jego członków, sam mogłem umocnić swoją wiarę. 

            Od 2008 roku w parafii zaznaczają swą obecność siostry elżbietanki. Pracy im nie brakuje. Docierają do najbiedniejszych, prowadzą różnego rodzaju zajęcia manualne – o tym zwłaszcza mogłaby mówić s. Zyta Guz. Zaś s. Luiza Kralka obdarzona talentem muzycznym uczy sztuki grania na instrumentach. Wspólnotę tworzy również s. Teresa Kania, która w czasie mojej wizyty przebywała na urlopie.

            W parafii istnieje kilka grup nauki języka angielskiego również włoskiego. Ich uczestnicy, podobnie jak z grup zajęć manualnych to osoby o różnej proweniencji religijnej, wśród których katolicy stanowią zdecydowaną mniejszość.

 

 

 

Najmłodsze Kulsary

 

            Parafia pw. Miłosierdzia Bożego w Kulsarach oddalona od Atyrau 230 km zaczęła istnieć oficjalnie zarejestrowana w 2004 roku. Tworzył ją z dużymi trudnościami sprawianymi przez miejscowe władze, ale też z poświęceniem, obecny administrator apostolski ks. Dariusz Buras. Dojeżdżając z Atyrau pełnił funkcję administratora parafii w Kulsarach od lipca 2002 do sierpnia 2006 roku. Pamiętam, że kiedy byłem tu w 2007 roku, miejscowy Kościół zbierał się w wykupionym w bloku mieszkaniu. W dniu 23 września owego roku w mszy niedzielnej uczestniczyło cztery dorosłe osoby. Dzisiaj wspólnota ma już swój mały kościół, czy bardziej dużą kaplicę, która wtedy był w budowie.  Na niedzielnej Eucharystii zbiera się przeciętnie 15 osób. Proboszczem od sierpnia tego roku jest ks. Łukasz Niemiec, który przybył do Kazachstanu jako misjonarz we wrześniu 2011 roku, choć jego misyjne powołanie kazało mu postawić stopy na kazachskiej ziemi już w lecie 2007 roku jako klerykowi. W Atyrau był wikariuszem (IX 2011- IV 2013), ale w tym czasie dojeżdżał do Kulsar, zostając na miejscu przeważnie od soboty do poniedziałku. Później został tu już proboszczem (V 2013-VII 2014), a od lipca 2014 do sierpnia 2016 ten urząd pełnił w Atyrau. Znowu jednak od stycznia 2015 dojeżdżał do Kulsar. Od tego czasu też jest wikariuszem generalnym w administraturze.

            Kulsary to miasto zamieszkałe przez około 55 tys. mieszkańców. Aż 99,5%  z nich to Kazachowie kojarzeni z islamem. Faktycznie jednak ta „przynależność” do islamu wyraża się w zachowywaniu podstawowych tradycji związanych z tą religią. Chodzi głównie o zabicie i spożycie baranka na święto Kurban Ait, pieczenie ciastek i dzielenie się nimi z innymi. Nie dziwi jednak sprowadzanie całej aktywności religijnej do tych działań, jeśli weźmiemy pod uwagę, że do połowy lat 90’ w tak dużym mieście nie było żadnej świątyni: ani kościoła, ani cerkwi, ani nawet meczetu. Trzeba jednak powiedzieć, że obecnie da się zauważyć zainteresowanie islamem, zwłaszcza u ludzi młodych.

Religią chrześcijańską i katolicyzmem takiego zainteresowania nie ma. Jest ciągle trudno przebić się przez mur kulturowy. Na Eucharystii w niedziele i święta zbiera się przeciętnie 15 osób, w tym 6-8 dzieci (troje po I Komunii Świętej, dwoje się przygotowuje). Pozostali członkowie niedzielnych zgromadzeń to kobiety. Jest tylko jeden mężczyzna Kazach – Amantaj Abdirow. Te kobiety są o różnym „statusie” życia, również kościelnego. Jedna samotnie wychowująca czwórkę dzieci i jest kobietą „po przejściach”. Drugą zapytałem, czy ma męża katolika. Odpowiedziała, że tak. Nie powiedziała jednak, że sama jest prawosławną.

Życie religijne toczy się na „zwolnionych obrotach” w porównaniu z nieraz przemysłowym rytmem naszych polskich parafii. Ostatniego chrztu w Kulsarach ks. Łukasz udzielił w 2013 roku. Nie pobłogosławił żadnego małżeństwa. Na Boże Narodzenie 2016 zapowiada się jedna osoba do I Komunii Św. Ks. Łukasz jest jednak pogodnego nastawienia. Największą jego radością jest to, gdy ktoś zaczyna żyć wiarą. Cieszy się również ogromnie, że we wspólnocie są dwie rodowite, pełne Kazaszki. To szczególny powód do radości w społeczeństwie, gdzie wiara katolicka nie może się przebić przez mur kazachskiej kultury. Ta radość jednak nie znosi samotności, którą przeżywa ks. Łukasz i wielu jego kolegów misjonarzy w Kazachstanie.

Ks. Łukasz robi co może, by wiara małej trzódki umacniała się i rozwijała. W tym celu m.in. założył grupę biblijną. Na razie przychodzi na nią kilka osób. Podczas spotkania przybyli rozważają  teksty liturgiczne z niedzieli, podejmują różne tematy, nawet te niełatwe jak np. nowy człowiek według nauki św. Pawła. Rozwojowi wiary i doświadczenia powszechności chrześcijaństwa miało służyć również zorganizowanie przyjazdu na Światowe Dni Młodzieży do Polski w lipcu 2016 r. To kosztowało wiele trudu organizacyjnego i fizycznego. Podróż w jedną stronę, przez Moskwę, trwała ponad trzy dni.  W całej grupie było 26 młodych ludzi, w wieku  od 16 lat. Grupa stanowiła reprezentację czterech, z sześciu parafii administratury. Z Chromtau była tylko jedna osoba, ale skąd więcej, skoro cała wspólnota to dorośli i dzieci.

Ks. Krzysztof Czermak

Głoście Ewangelię (2016)4, 7-13.

c.d.n.