List z Czadu: ks. Piotr Skraba - „Zapach Czadu”

Ks. Piotr Skraba nazwał poniższy tekst: „Zapach Czadu”. A my, czytając go, możemy sobie uzmysłowić, jak pachnie Czad dla misjonarza po pierwszych trzech miesiącach bycia z tymi, do których się zostało posłanym przez Kościół. 

Bousso, 2 stycznia 2016 r.

 

Kiedy tylko postawiłem stopy na czadyjskiej ziemi, wiele rzeczy wydawało się nowych. Inny kontynent, inny kraj, inne powietrze, inny klimat, inna kultura, inni ludzie - po prostu inna rzeczywistość. Nawet zapach tego kraju był inny. Chyba każdy kraj ma jakiś swój specyficzny. Ten czadyjski jest dość niezwykły i trudny do opisania... Coś jak dziwna mieszanina sparciałego ubrania i butwiejącego drewna, piasku, kurzu, wyschniętego błota z dodatkiem słońca i dziwnej ciężkości oraz głębi. Zapach ten jest na ubraniach, książkach, jakiejkolwiek rzeczy, która może tylko ten zapach unieść, ale szczególnie jest odczuwalny na papierowych banknotach... Wystarczy, że masz kilka z nich i już niesiesz ze sobą zapach Czadu.

Od końca września 2015 roku oddycham już czadyjskim powietrzem. Przyznam się, że mimo iż byłem tutaj jakieś dwa lata temu w ramach stażu misyjnego, to jednak wiele rzeczy było dla mnie po prostu nowych. Tym bardziej, że parafia, w której jestem, jest oddalona od cywilizacji i można by powiedzieć, że troszkę zapomniana przez wielkich tego świata.

Gdzie dokładnie jestem? Kiedy zerkniemy na GoogleMaps i wklepiemy na klawiaturze nazwę Bousso, po chwili ukaże się nam miejscowość, która nie jest Bousso! To sąsiednia wioska po drugiej stronie rzeki, oddalona o kilka kilometrów. Wszystko tutaj tak naprawdę jest w przybliżeniu i na oko. Bo tutaj chyba nie ma potrzeby dokładnych odległości. Życie płynie spokojnie i bez bieganiny charakterystycznej dla terenów przemysłowych. Aby dotrzeć na moją misję, najpierw trzeba od stolicy Czadu N'Djameny przejechać jakieś 150 km asfaltem na południe, by potem tyle samo przebyć zwykłą drogą, na której nigdy nie wiadomo, co znajdziesz, ani w jakim jest stanie. Na koniec, jak wisienka na torcie, zostaje jeszcze przeprawa przez rzekę, która też jest kapryśna, więc znowu nie wiadomo do końca, czy akurat dzisiaj się przeprawisz czy nie... Tak czy inaczej na podróż ze stolicy na moją misję trzeba przeznaczyć cały dzień drogi.

Teren naszej misji obejmuje dziesiątki wiosek a swoją wielkością lekko przewyższa diecezję tarnowską. Cała parafia rozciąga się na przestrzeni ok. 220 na 100 km. Jest podzielona na 14 sektorów i składa się z ponad 115 wspólnot rozrzuconych wzdłuż najdłuższej czadyjskiej rzeki Chari (czyt. Szari). Dzieli ona parafię na dwie części, co znacznie utrudnia dotarcie samochodem do wiosek, a przynajmniej wydłuża czas tego dotarcia. Sama misja powstała tak naprawdę w latach 50 XX wieku, kiedy jezuici zaangażowali się na tym terenie, budując pierwszy kościół i plebanię, które stoją do dzisiaj.

Jak ludzie tutaj żyją? Pierwsze wrażenia to przede wszystkim bieda - domy ulepione z cegieł wyrabianych z tutejszego błota. I prostota tutejszych ludzi. Większość z nich nie zna języka francuskiego, który jest językiem oświaty. Szkoła jest luksusem, na który nie każdy może sobie pozwolić i nie każdy widzi w niej sens, uwzględniając to, że i tak większość dzieci zostanie pracować w polu i z tego będzie się utrzymywać do końca życia. Brakuje często czystej wody, a w tej, którą ludzie czasami używają, o kolorze brunatno-szarym, strach nawet zamoczyć rękę. Stąd bierze się też mnóstwo chorób, bo tej samej wody używają zwierzęta i ludzie. Czasami dla Europejczyka, to co widzi, jest szokujące.

Jak wygląda duszpasterstwo? Jako chrześcijanie stanowimy w tutejszych społecznościach mniejszość. Większość muzułmańska obejmuje urzędy, sądy, piastuje wyższe stanowiska i tak naprawdę kontroluje handel. Sami chrześcijanie to zazwyczaj prości rolnicy. Wyzwań w pracy jest wiele. Począwszy od trudności w dotarciu do oddalonych wiosek, a skończywszy na mentalności ludzi. Tak naprawdę ogrom terenu, na którym znajduje się parafia, powoduje, że zdarza się nierzadko docierać do ludzi tylko dwa razy w roku. A duszpasterstwo zależy od prozaicznych czasami rzeczy. Ot słonie pojawiły się na polach i wszyscy ludzie wyszli, żeby je przegonić. Tym samym na umówioną od dawna mszę przychodzi garstka ludzi. Takim samym problemem są ptaki, które zagrażają zbiorom, pasterze ze swoim bydłem, dzikie zwierzęta itd. Mimo wszystko jednak ludzie są tutaj bardzo pogodni i może nie zawsze umieją być wdzięczni, bo nawet w swoim języku nie mają słowa dziękuję, ale czasami potrafią chwycić za serce. Mimo biedy, chorób i niedostatku żyją i cieszą się tym życiem, jakie mają, z każdym jego drobiazgiem.

Jeśli chodzi o duszpasterstwo, to ma ono wymiar naprawdę podstawowy. Przygotowanie do sakramentów i głoszenie podstaw naszej wiary. Wszystkich niuansów życia duchowego ludzie tutaj czasami po prostu nie rozumieją, więc to tak naprawdę praca od podstaw. Dla przykładu jak to wygląda liczbowo: w mijającym roku chrzest przyjęło ok. 250 osób i mniej więcej tyle samo przystąpiło do I Komunii św. Sakrament bierzmowania otrzymało 69 osób oraz zostało pobłogosławionych 31 par małżeńskich. Udział w katechezie i przygotowaniu do przyjęcia sakramentów ukończyło ok. 1000 katechumenów. Widać więc, że ta parafia żyje i rozwija się dynamicznie w dużej mierze też dzięki zaangażowaniu świeckich. Bez nich, bez ich pracy, sytuacja byłaby bardzo ciężka. Często to właśnie oni są pierwszymi głosicielami Jezusa.

Jak się tutaj się odnajduję? Powoli, dzień za dniem oddycham czadyjskim powietrzem i pomalutku zapuszczam korzenie w tutejszą ziemię. Jestem już po pierwszej malarii, pierwszych wizytach w wioskach, przeprawiałem się przez rzekę w przeróżny naprawdę sposób i o najróżniejszych porach, nawet w nocy, będąc w niebezpieczeństwie od hipopotamów ... żeby tylko dotrzeć do wspólnot, które czekały na mszę św. Gubiłem drogę w tutejszych gąszczach i odnajdywałem kaplice ukryte w polach prosa, pytając ludzi, mając jedynie za pomoc moje ręce. Wiem, że Czad mnie zmieni w jakiś sposób, a na pewno moje spojrzenie na Kościół, który żyje i działa w najdalszych zakątkach świata wśród ludzi bardzo często opuszczonych i zapomnianych.

Po więcej wiadomości zachęcam do zerknięcia na moją stronę internetową (www.piotrskraba.pl) albo śledzenia tego, co dzieje się na mojej misji na Facebooku (facebook/aleczadmisja).

Ks. Piotr Skraba

Czad

Głoście Ewangelię, 1(2016), s. 24-26.