List z Czadu. ks. Paweł Tabiś - "Zakorzenić w Chrystusie"

Ks. Paweł Tabiś głosi Ewangelię w Czadzie drugi rok. W swoim liście proponuje nam refleksję o potrzebie zakorzenienia w Chrystusie, które wyzwala w nas drugą potrzebę: dzielenia się Ewangelią. W drugiej części czyni odniesienie do objawień fatimskich i zwykłej, choć  przybranej w niecodzienność, inicjatywie budowy groty maryjnej.

Ndżamena, 15 marca 2017 r.

 

ZAKORZENIĆ W CHRYSTUSIE...

CZYLI O TYM, CZY GŁOSZENIE EWANGELII JEST DOMENĄ MISJONARZY

 

            „Spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1,21b). Pismo Święte ma to do siebie, że w sposób niewytłumaczalny wpływa na człowieka. Dla jednych jest wręcz przekleństwem, czymś co trzeba odrzucić, zanegować, co jest swego rodzaju wyrzutem sumienia lub nic nie znaczącym, godnym pogardzenia zabobonem. Inni znaleźli w nim błogosławieństwo, prawdę i mądrość. W tekstach, czasem zawiłych i wymagających pewnego studium, dopatrzyli się drogi, która prowadzi do upragnionego przez nich celu. Drogi, która owocuje szczęściem.

            Jeżeli znajdujesz się w tej pierwszej grupie, szanując twoją wolność i kochając cię jak siostrę czy brata, zapraszam do otwarcia serca, do czysto teoretycznego, filozoficznego ćwiczenia, do dopuszczenia do siebie myśli, że być może jest w tym coś więcej niż tylko „głupstwo”. Proponuję Ci zadanie sobie pytania, czy to „głupstwo” może zmienić ludzie życie i w jakim kierunku. Czy może o to właśnie chodziło, by było to „głupstwem” w oczach wielu, jednak by owo „głupstwo głoszenia słowa zbawiało wierzących”. Tyle mogę dziś zrobić dla każdego brata, który jest ateistą, mogę go zaprosić do wyruszenia w drogę, nieznaną, lecz może właśnie dlatego okaże się ona intrygującą.

            Jeżeli natomiast przypisujesz się do drugiej grupy, jeśli jesteś uczniem Chrystusa, to wypadałoby zapytać dziś szczerze samego siebie o to, na ile nim jesteś, na ile pozwalasz, aby „głupstwo głoszenia słowa” zmieniało twe życie, by było twym wybawieniem, na ile tym słowem żyjesz i co równie ważne, na ile to słowo głosisz.

            Pytanie o konieczność głoszenia słowa Bożego z punktu widzenia chrześcijanina jest kluczowe, bo przecież z tego właśnie zrodził i rodzi się Kościół. Oczywiście krzyżowa ofiara Chrystusa, jego zmartwychwstanie i obdarowanie nas Duchem Świętym były kamieniem węgielnym Kościoła, jednak to nakaz misyjny i odważne wyjście apostołów, by głosić odkrytą przez nich Dobrą Nowinę, stało się motorem, który zaprowadził późniejszych misjonarzy w najdalsze rejony świata.

            Nasze swobodne refleksje są o tyle istotne, że w przytoczonym na wstępie podziale, do zdeklarowanych niewierzących (czasem wręcz wojujących z wiarą) i do szczerze wierzących (nie tylko słowem i deklaracją, ale nade wszystko czynem miłosierdzia), można, a nawet trzeba dopisać jeszcze jedną grupę, niestety dość liczną, tych wszystkich, którym z takich czy innych powodów jest wszystko jedno. Ludzi obojętnych, nie mających zdania, nie stawiających pytań, nie szukających odpowiedzi. Trudna to kwestia i trudne zadanie, bowiem cały kryzys religii i filozofii w dzisiejszych czasach bierze się właśnie stąd. Religia i filozofia są odpowiedziami, a czasem nawet odpowiedziami przez duże "O". Jednak coraz więcej współczesnych nam ludzi nie zadaje pytań. Po co zatem odpowiedź, skoro nikt nie pyta?

            W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Hasło roku duszpasterskiego „Idźcie i głoście” nie jest sloganem, nie jest chwytliwym mottem, które dobrze wygląda na plakatach rozwieszanych w przykościelnych gablotach. Jest kluczem i esencją chrześcijaństwa. Jest zaproszeniem do tego, by wyjść poza samego siebie, by przekroczyć to wszystko co nas blokuje, by zerwać ze zobojętnieniem na to co wokół nas i by przez swoje świadectwo wpisać się w sens słów św. Pawła z listu do Koryntian, by przez „głupstwo głoszenia słowa” wejść w Bożą misję „zbawiania wierzących”. Tak, to wyjście do człowieka, który żyje blisko Ewangelii, może się odbyć jedynie przez świadectwo życia, przez słowa poparte życiem.

            Byśmy jednak w naszych licznych słabościach, mogli podjąć wyzwanie, byśmy przeszli z pułapu ucznia do poziomu apostoła, potrzebne nam spotkanie z żyjącym Chrystusem, potrzebna nam wiara autentyczna, która dotyka serca, która napędza do działania, wiara niezwykle prosta, wiara, której istotą jest czynienie dobra w imię Jezusa Chrystusa, nic więcej. Byśmy potrafili autentycznie „iść i głosić” potrzebujemy najpierw zakorzenić się w Chrystusie, potrzebujemy napełnić się Jego słowem. By stać się misjonarzem, trzeba najpierw spotkać Pana, by nie głosić obok Niego, a z Nim.

            W stulecie objawień Najświętszej Marii Panny w Fatimie, w parafii pw. św. Rodziny w Ndżamenie (Czad), w której pracuję, jej proboszcz ks. Stanisław Worwa, podjął decyzję o budowie groty maryjnej, w której królować będzie Fatimska Pani. Oddanie parafian w pełne miłości ręce Maryi, zawierzenie w matczyną opiekę naszych trosk i radości, ma się stać owocem roku jubileuszu objawień fatimskich. Nad projektem i budową groty czuwa (nie tylko organizacyjnie, ale nade wszystko duchowo) nasz rodak, ojciec kombonianin Sebastian Chmiel (rodem z Rzeszowa). Rozpoczynając konstrukcję groty, kładąc fundamenty, ofiarował nam niezwykłą ucztę duchową. Przyjechał do nas z małym zawiniątkiem, pudełeczkiem, które niósł z taką czcią i wiarą, jak gdyby był to Najświętszy Sakrament. Pudełeczko wypełnione było ziemią, bardziej nawet pyłem. Kilka dni wcześniej dostał je od swojego współbrata, któremu zostało ono podarowane przez pewną kobietę, dziewicę konsekrowaną, a okraszone niebanalną historią. Ziemię, która była w pudełku, zebrał jej dziadek w 1917 roku, w dniu jednego z objawień, z miejsca, w którym ukazała się wcześniej Najświętsza Maryja Panna. W świetle naszej wiary można więc powiedzieć, że owe pudełeczko zawierało ziemię, po której stąpała Maryja. Tę ziemię, pieczołowicie przetrzymywaną przez sto lat, ziemię uświęconą obecnością Maryi, ojciec Sebastian wsypał w fundamenty budowanej przez nas groty. Jego pragnieniem było, aby ziemia z Fatimy wrosła się w ziemię Czadu, aby ziemia naznaczona matczyną miłością zakorzeniła się w czadyjskiej ziemi, jednak nade wszystko, aby miłość Chrystusa uosobiona w Maryi, zakorzeniła się w naszych sercach.

            Tym właśnie jest ewangelizowanie, tym właśnie są misje. Są one wsypywaniem szczypta po szczypcie prawdy Ewangelii w serce drugiego człowieka. Ewangelizowanie to stymulowanie tych, którzy są przy nas, czasem obojętni, stymulowanie, które odbywa się przez proste gesty dobroci, stymulowanie do tego, by zaczęli pytać samych siebie. By rozpoczęli tę wielką przygodę poszukiwania prawdy, czasem wątpienia, czasem odważnego stawiania tez, ale nade wszystko stawiania pytań, które nie pozostają bez odpowiedzi, które z wolna będą ukazywać ścieżkę, które prowadzą do Niego.

            Czy wobec tego ewangelizowanie jest domeną misjonarzy? Tak! Ewangelizowanie jest zarezerwowane dla misjonarzy, bowiem każdy kto wchodzi na drogę mówienia o Bogu, który jest miłością, wpisuje się w misję Kościoła. Każdy, kto kocha drugiego człowieka w imię Jezusa Chrystusa, jest misjonarzem i nieważne czy owe szczypty Ewangelii wsypujesz w ziemię twojego rodzinnego domu, sąsiedztwa, miejsca pracy, nie jest istotne, na jakim dzieje się to kontynencie, bowiem wszędzie istota ewangelizacji jest taka sama: zakorzenić w Chrystusie.

 

Ks. Paweł Tabiś

Czad

Głoście Ewangelię, 2(2017), s. 20-22.