Wizyta Biskupa Tarnowskiego w Republice Konga - cz.1

W styczniu tego roku minęło dokładnie 35 lat, kiedy do ówczesnej Ludowej Republiki Konga z wizytą pasterską udał się biskup tarnowski Jerzy Ablewicz. Wtedy na kongijskiej ziemi pracowało ośmiu księży tarnowskich w czterech parafiach mieszczących się w granicach dwóch kongijskich diecezji. Kiedy piętnaście lat później ten kraj wizytował następny biskup tarnowski Józef Życiński, naszych misjonarzy było tam piętnastu w pięciu diecezjach. Gdy zaś za kolejne piętnaście lat w Kongu przebywał biskup Wiktor Skworc, księży tarnowskich było tylko czterech. Podobnie w 2010 roku, gdy odwiedzał ich biskup pomocniczy Wiesław Lechowicz. Biskup Andrzej Jeż podczas swojej wizyty w Republice Konga (14-26 lutego) mógł spotkać już tylko dwóch tarnowskich misjonarzy: księży Mariana Pazdana i Bogdana Piotrowskiego, którzy w Kościele kongijskim głoszą Ewangelię dwudziesty czwarty rok. Trzeba jednak zaznaczyć osobliwe spotkania z tymi, którzy już nie żyją. Pasterz diecezji stanął bowiem nad grobami dwóch misjonarzy, których w swoje ramiona przyjęła ziemia kongijska: ks. Jana Czuby i ks. Józefa Piszczka.

Wizyta biskupa tarnowskiego, któremu towarzyszyliśmy w liczbie trzech kapłanów z diecezji, choć miała określony cel związany z konsekracją sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Louvakou i odwiedzinami dwóch wspomnianych misjonarzy, była jednocześnie okazją do swego rodzaju retrospekcji śladów pozostawionych na kongijskiej ziemi przez wiarę i oddanie misjonarzy posłanych tam przez Kościół, który jest w Tarnowie.

W maju mija 41 lat, kiedy pierwsi trzej misjonarze tarnowscy przybyli do Republiki Konga. Później przybywali inni. Było ich, łącznie z aktualnie obecną dwójką, 28 księży i jedna osoba świecka. W tę historię wpisuje się również niemal czterdziestoletnia obecność sióstr józefitek, które zapewne dzięki temu stały się zgromadzeniem międzynarodowym.

Tarnowscy księża są jedyną grupą „polską”, która zapisała karty historii Kościoła w Kongu Brazzaville. W tej historii nie dopatrzymy się obecności żadnego innego Kościoła lokalnego ani żadnej grupy księży jakiegoś zgromadzenia czy zakonu z kraju nad Wisłą.

Ponad 40 lat ewangelizacji populacji zamieszkujących tereny obecnej Republiki Konga to nie czas, który minął „jak jeden dzień”. To ogromny wysiłek ewangelizacyjny przede wszystkim tych, którzy z dnia na dzień rzucali ziarno ewangelicznego zasiewu, pozostawiając w Kościele kongijskim „fidei donum” jako ślad realizacji swojego misyjnego powołania. To entuzjazm „pracowników żniwa”, którzy odczytali swe powołanie w powołaniu. Ale to również rozterki dnia codziennego, to zmaganie się z malarią, to problemy inkulturacyjne, to wylany pot nie tylko z powodu dokuczliwego klimatu, to niespodziewana śmierć i pogrzeb ks. Józefa Piszczka w „ojczyźnie z wyboru”, to wreszcie przelana krew księdza Jana Czuby, w której każdy z misjonarzy w jakiś sposób partycypuje choćby małą kroplą.

Nagrodą za to może być tylko Chrystus i innej zapewne nie oczekują. Ufamy, że dla czterech ze wspomnianej dwudziestki ósemki już się nią stał. Każda inna forma dostrzeżenia ich poświęcenia dla braci na afrykańskiej ziemi może podlegać ludzkim komentarzom, bo jest dawana przez ludzi ludziom. Trzeba mieć nadzieję, iż są tacy, którzy na nią patrzą przez pryzmat swoich talentów oddawanych bezinteresownie Kościołowi w biblijnej optyce „sług nieużytecznych”, ale też patrzeć w jeszcze bardziej poszerzonej perspektywie uznania w sobie tych, którym wypada niejako reprezentować grupę ludzi patrzących w jednym kierunku. Kiedy podczas wizyty w Kongu biskup tarnowski obdarował tytułem kanonika gremialnego kapituły ks. Bogdana Piotrowskiego i ks. Mariana Pazdana, to z rozmów z nimi wynikało jasno, że – pozostając w dwójkę na „placu boju” – dostrzegają w tym geście uznanie Kościoła tarnowskiego dla tych wszystkich, którzy ośmielili zanieść swój „fidei donum” na kongijską ziemię i dzielić się nim grubo ponad dwadzieścia, kilkanaście lub kilka lat. Niezależnie więc jak patrzymy na pracę naszych fideidonistów, przyjmujemy ich świadectwo wiary i chylimy nisko czoła.

Wizyta biskupa tarnowskiego Andrzeja z natury rzeczy zamknięta w konkretnych ramach czasowych, nie pozwoliła na to, by postawić stopę w każdej misji czy parafii, którą swoją obecnością i pracą naznaczyli misjonarze z Tarnowa. Tych misji było 19, a zobaczyć zdołaliśmy tylko 9.

Idźmy więc po śladach tarnowskich misjonarzy, które zdolne jest uchwycić oko ludzkie. Za tym, co w sercach ludzkich zdziałał Duch Święty kryje się duży wysiłek duszpasterski, który do Bożego działania dokłada człowiek. Owoce pracy misyjnej w sferze duchowej są zawsze nieuchwytne. Nie potrafimy ich przeliczyć, używając jakiegoś współczynnika, który byłby wynikiem udzielonych chrztów, liczbą katechumenów, którzy przeszli przez lata katechezy, liczbą tych, którzy odzyskali w sobie obraz dziecka Bożego, liczbą bierzmowanych czy „zalegalizowanych” związków małżeńskich, umożliwiających dotyczącym w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła. Dostrzec możemy jedynie widoczne struktury stworzone przez misjonarzy, które służą rozwojowi wiary, dobru duchowemu czy promocji ludzkiej. Za tym, co można było dostrzec we wspomnianych dziewięciu parafiach, kryje się również ogrom pracy i przedsięwzięć. Spróbujemy je ukazać. A to przecież tylko te 9 i to bez miejsc dojazdowych, których każda parafia ma co najmniej kilka, a nawet kilkanaście i więcej. Jest to jednak reprezentacyjny obraz, upoważniający nie tyle do chluby „z”, ale do chluby „że”… Kościół tarnowski we wszystkich swoich misjonarzach odegrał rolę, którą Jezus przypisuje głoszącym Ewangelię – rolę „sług nieużytecznych”. Możemy też mieć nadzieję, że to wszystko w odpowiednim czasie, choć nie na naszych oczach, zaowocuje.

Ślady zostawione w Brazzaville

Duszpasterski wymiar wizyty biskupa tarnowskiego został zapoczątkowany w dniu 16 lutego uroczystą celebracja chrztu świętego i Pierwszej Komunii Świętej w parafii Pana Jezusa Zmartwychwstałego i Bożego Miłosierdzia w Brazzaville, istniejącej od 1967 roku. Do sakramentów przystąpiły dzieci w wieku szkolnym. Podczas Eucharystii, która trwała 2 godziny i 45 minut, ksiądz biskup udzielił sakramentu chrztu św. 43 dzieciom w wieku od 10 do 16 lat. Jednocześnie była to uroczystość I Komunii Świętej dla 67 dzieci. W kazaniu wygłoszonym w języku francuskim kaznodzieja z Polski przypomniał nowo ochrzczonym i tym, którzy przyjęli pierwszy raz Jezusa eucharystycznego do swego serca, że lekarstwem na życie dziecka Bożego są przykazania i przykazanie miłości zostawione przez Jezusa. Zachęcał do pielęgnowania tego bogactwa, a gdy trzeba, to nawet walki o nie.

Wizyta w Brazzaville była też okazją dla biskupa tarnowskiego do spotkania się z arcybiskupem Bangui Dieudonné Nzapalainga, przebywającym na konferencji biskupów Afryki Środkowej. Z jego ust mógł wysłuchać oceny aktualnej sytuacji w Republice Środkowoafrykańskiej, w której pracuje obecnie 10 naszych kapłanów i trzy osoby świeckie. Arcybiskup wyraził nadzieję, że najgorsze chwile rebelii należą już do przeszłości, a życie ludzi w stolicy i w kraju powoli zaczyna wracać do normy.

Pierwsi nasi księża: ks. Józef Ziobroń i ks. Stanisław Pawłowski, przybywając do Brazzaville w listopadzie 1976 roku, zastali kościół, który wybudował francuski spirytyn Jean Morizur. Ks. Józef Ziobroń, pracując tu przez 10 lat jako proboszcz (1976-1986), wykończył kościół, sprowadził okazałe tabernakulum z Tarnowa, zestaw kinkietów oświetleniowych, a zwłaszcza mozaikę ceramiczną zrobioną w Łysej Górze, która w dużych wymiarach widnieje na ścianie prezbiterium, przedstawiając Chrystusa Zmartwychwstałego jako zwycięzcę nad śmiercią.

Niewątpliwie śladem dużych rozmiarów pozostawionym w Brazzaville przez ks. Józefa, za co zapłacił wydaleniem z Konga, jest działalność na rzecz formacji intelektualnej dorosłych, młodzieży i dzieci. Przy parafii zorganizował księgarnię, w której można było nabyć książki o niezbywalnych wartościach. Była to pierwsza katolicka księgarnia w Brazzaville, a z czasem najbardziej znana i to nie tylko w stolicy. Sprzedawana w niej literatura była dostępna w różnych językach, a jej tematyką była przede wszystkim religia, etyka i filozofia, również wydania krytyczne dotyczące zagłuszającego życie społeczne i religijne Kongijczyków – marksizmu. Książka więc była pożywieniem dla życia religijnego (Biblia i inna literatura religijna), a także rozwoju umysłowego w ogóle. Szczególnie dbał o studentów, jako przyszłą inteligencję kraju. Organizował dla nich debaty, zapraszając na spotkania ciekawych prelegentów, wśród których byli pisarze, profesorzy, lekarze lub inni intelektualiści. W ich obecności toczyły się dyskusje, które miały ubogacać duchowość chrześcijańską. Cała ta działalność nie podobała się władzy otrzymującej wytyczne z Moskwy, która również państwa na afrykańskiej ziemi chciała utworzyć swymi satelitami. Bezpieka kongijska wraz z ambasadą radziecką dopięły swego i – jak się później okazało tylko na cztery lata – ks. Józef Ziobroń musiał opuścić Ludową Republikę Konga.

Zapewne dzięki ofiarnej pracy tarnowskich księży wiernych w kościele przybywało. Stąd następny proboszcz ks. Wojciech Mach, który pasterzował tu, z półroczną przerwą w latach 1986-1998, powiększył kościół i dobudował do niego sale katechetyczne. Przeżył tu czas dwóch wojen domowych, w 1992 i 1997 roku.

Praktycznie od sierpnia 1997 roku (początkowo dojeżdżał z Missafou) proboszczem jest tutaj ks. Bogdan Piotrowski. Przeżył on w Kongu wszystkie cztery odsłony wojny domowej między 1992 a 2003 rokiem, w tym ze swymi parafianami z Brazzaville trzy ostatnie. Widać, że parafia jest przez niego urobiona pod każdym względem. W tym „urobieniu” mają swój udział wszyscy tarnowscy księża, którzy tu pracowali. Oprócz wymienionych proboszczów byli to księża: Stanisław Pawłowski (1976-1977), Stanisław Jeż (1977-1979), Ryszard Wąsik (1980-1983), Jan Malicki (1983-1988) i Piotr Świder (1989-1997).

 Rano w Eucharystii w kościele na Plateau des 15 ans w zwykły dzień tygodnia uczestniczy od 200 do 500 osób. Podczas każdej mszy św. w dzień powszedni głoszone jest słowo Boże. Przy ołtarzu służy często 40 ministrantów i około 30 dziewcząt pełniących tę samą rolę. W parafii istnieje kult bł. Karoliny Kózkówny. W ołtarzu kościoła znajdują się jej relikwie. Jedna z sal katechetycznych nosi imię naszej błogosławionej W grudniu 2007 roku został umieszczony i poświęcony w kościele obraz Pana Jezusa Miłosiernego (obok tego obrazu nieco mniejszej wielkości obrazy św. Faustyny i św. Jana Pawła II). Ks. Bogdan zatroszczył się o relikwie św. Faustyny, które miałem szczęście po raz pierwszy uroczyście wnieść do kościoła w kwietniu 2013 roku. Od tej pamiętnej niedzieli służą rozwijaniu kultu miłosierdzia Bożego. Można bez wątpienia powiedzieć, że to właśnie w tym kościele zaczął się kult miłosierdzia Bożego w Republice Konga. Oby dotknął wszystkich jego zakątków. Bractwo Miłosierdzia zorganizowane prze ks. Bogdana liczy już kilkadziesiąt osób. Nie brakuje też relikwii wkrótce kanonizowanego Jana Pawła II.

Dla ożywienia kultu maryjnego ks. Bogdan wybudował grotę Matki Bożej. Prowadzi też grupę o zróżnicowanym wieku dzieci Yambote. Każdego roku dzięki kolędnikom misyjnym należące do niej dzieci mają zapewnioną formację i uczestniczą podczas wakacji w słynnej oazie.

Pierwsi tarnowscy misjonarze zastali tylko parterową plebanię wybudowaną przez wspomnianego misjonarza spirytyna – legendę Kościoła w Brazzaville. Ks. Józef Ziobroń wybudował piętrową plebanię. Ks. Bogdan jeszcze ją rozbudował o piętro nad parterem pierwotnej plebanii. Zakupił parcelę i wybudował na niej dom dla sióstr. Odbudował kościół i plebanię po zniszczeniach wojennych, a także po niedawnym (marzec 2012) potężnym wybuchu składu amunicji.

Jednym z ważniejszych przedsięwzięć ks. Bogdana jest zrealizowanie projektu szkolnego. W dniu 22 października 2013 roku nuncjusz apostolski w Republice Konga, Polak Jan Romeo Pawłowski poświęcił przy parafii nowy budynek przeznaczony do nauki szkolnej i religii. W nim sale na pierwszym piętrze zostały sfinansowane przez kolędników misyjnych 2012 r. Powiększyło to rozmiary istniejącej już szkoły przyparafialnej, która mieści się w dwóch budynkach. Obecnie pobiera w niej naukę 370 dzieci w szkole podstawowej i 60 w college’u. Kilkanaście dzieci z tej szkoły otrzymało chrzest z rąk naszego biskupa Andrzeja.

Trzeba też wspomnieć, że dzięki pomocy diecezji tarnowskiej, ks. Bogdan przerobił dwie sale parafialne na potrzeby centrum formacji komputerowej. Dodajmy również, że w dniu 25 maja 2007 roku miało miejsce otwarcie przez polskiego ambasadora rezydującego po drugiej stronie rzeki Kongo w Kinszasie (dzisiaj już ambasada została zlikwidowana), biblioteki, centrum medycznego i dużej sali w parafii, sfinansowanych przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (dzisiejszy Rząd Polski takich subsydiów już nie przyznaje misjonarzom).

Warto dodać, że ks. Bogdan od 2008 roku jest dziekanem dekanatu Brazzaville Północ, a w latach 2001-2011 był ekonomem archidiecezji.     

Ślady pozostawione na północy

Drugim akcentem wizyty szlakiem wiary tarnowskich misjonarzy było udanie się na północ Konga, choć nie tę ekstremalną, która sięga półkuli północnej. Tutaj znajduje się sześć misji naznaczonych przez pracę ewangelizacyjną „tarnowiaków”. Dane nam było oglądać tylko trzy.

1. Już dawno nas tutaj nie ma

Z przyczyn obiektywnych nie dotarliśmy do dalekiego, trudno dostępnego Ouesso (stolica diecezji), gdzie w latach 1991-1996 pracował ks. Józef Ziobroń, pełniący również funkcję wikariusza generalnego. Zatroszczył się on dla tej diecezji o wymowny dar. Były to wysłane w 1992 roku przez diecezję tarnowską dwa tabernakula. Nie zobaczyliśmy również Owando (stolica diecezji), gdzie w latach siedemdziesiątych zaczynało swoją posługę misjonarską przy boku biskupa Georges’a Singhi sześciu misjonarzy: ks. Wojciech Mach (1973-1977), ks. Stefan Wal (VII-VIII 1974), ks. Stanisław Pawłowski (1977-1979), ks. Bronisław Puchała (1979-1980), ks. Józef Kordek (1983-1984) i ks. Bronisław Rosiek (1983-1984 i 1996-1997). Nie zobaczyliśmy również parafii pw. bł. Annuarity w Mpouya, gdzie od 1986 roku z Ngo, a wcześniej z Gamboma, dojeżdżał ks. Stefan Wal, a w latach 1988-1998 osiadł tam jako proboszcz. Wybudował wtedy dom mieszkalny dla księdza, dom gospodarczy z salą katechetyczną i garażem. Parafia ta otrzymała również zamówione przez niego dzwon z Polski i tabernakulum.

Nasza droga prowadziła natomiast przez Ngo (parafia pw. Najśw. Serca Pana Jezusa), gdzie w latach osiemdziesiątych z Gambomy dojeżdżał ks. Stefan i gdzie we wrześniu 1987 przybył ks. Bronisław Rosiek i od 1988 do marca 1996 roku był proboszczem. Z Polski Ngo otrzymało dzwon „Jerzy” (uległ uszkodzeniu w wyniku złego korzystania) oraz tabernakulum sprowadzone jeszcze przez ks. Stefana. Na fundamentach postawionych przez ks. Stefana (wybudował też dom gospodarczy z salą katechetyczną), ks. Bronisław postawił plebanię, w której zamieszkał dopiero pod koniec swego pobytu w Ngo. Dotychczas mieszkał w lichej chacie, pamiętam jej widok i wnętrze, gdy odwiedziłem go w sierpniu 1988 roku.

W tym momencie wypada wspomnieć jak doszło do opuszczenia parafii Ngo przez ks. Bronisława. Ma ono pewną analogię do wygnania ks. Józefa Ziobronia z Brazzaville, a właściwie z Konga. Jak jednak przypadek brazzavillski był aferą polityczną, to ten z Ngo – kulturowo-religijną. Ks. Bronisław został oskarżony przez miejscowych ludzi, że jest „choro” czyli czarownikiem, który nosi w sobie złego ducha, który niszczy ludzi i powoduje ich śmierć. Ludzie z wioski mieli ku temu kilka argumentów. Był w dobrych relacjach z pewnym pastorem protestanckim, który niespodziewanie zmarł – a więc misjonarz wykradł jego duszę. Ujął się publicznie za pewnym parafianinem, który stawiając sobie nieco lepszy dom naraził się na zazdrość innych, którzy ten dom mu zniszczyli. Zajmując się działalnością stolarską, wykonywał dla ludzi pewne zamówienia, a jednocześnie zaopatrywał w deski miejscowego stolarza, który m.in. robił z nich trumny. Sam ks. Bronisław posiadał „na stanie” jedną trumnę, której ktoś nie odebrał. To oznaczało, że była ona formą zamachu na czyjeś życie, na które ta trumna czeka. Mieszkańcy Ngo mieli jeszcze jeden ważny argument. Otóż ks. Bronisław kopał studnię, ale prace stanęły, bo natrafiono na nie do przejścia litą skałę. Na początku tego przedsięwzięcia niektórzy ponoć mówili, że dokopanie się do źródła może przynieść nieszczęście w postaci powszechnej powodzi we wiosce. Gdy jednak prace stanęły, przekonali się, że misjonarz jest bezsilny. Przysłano więc reprezentanta do ks. Bronisława, by ten złożył bóstwu ofiarę w lesie. Oczywiście tego się nie doczekali i takiego nieposłusznego i „niewierzącego” człowieka nie chcieli mieć wśród nich.

To wszystko spowodowało, że pewnego dnia przed dom przybyła zgraja osób, które uzbrojone m.in. w maczety zdradzały cel ich przyjścia. Na szczęście ks. Bronisław został uratowany przez miejscową policję, która dostrzegła zamieszanie przed domem. Pod jej eskortą odjechał do oddalonej niemal 200 km, prowadzonej przez Francuzów misji w Lekana. Potem jeszcze powrócił do Owando, gdzie zaczynał swą pracę misyjną, ale po kilkunastu miesiącach ostatecznie opuścił kongijską ziemię.

2. Zaczęło się w Oyo

Szczególną atmosferę miała wizyta w Oyo w dniu 18 lutego. Tutaj ksiądz biskup Andrzej w obecności miejscowego biskupa Viktora Abagni przewodniczył Eucharystii, będącej jednocześnie nieco przyspieszoną pierwszą rocznicą śmierci ks. Józefa Piszczka, który w tej parafii pracował 25,5 roku, w tym 20 lat jako proboszcz. W kazaniu wygłoszonym w języku francuskim biskup tarnowski powiedział, że obecność misjonarzy tarnowskich przybyłych 41 lat temu i dzisiejsza wizyta biskupa z Polski to realizacja nakazu misyjnego. Iść za Jezusem to nic innego jak dać Mu swój czas, swoje talenty i głosić Ewangelię przez czyny naszego życia. Tak szedł za Chrystusem na kongijskiej ziemi ks. Józef Piszczek i na tej ziemi zakończył swoje życie. We mszy św. uczestniczyło kilkunastu księży kongijskich, zwłaszcza rodaków z Oyo, którzy znali i cenili ks. Józefa (był wśród nich „pierwsze powołanie ks. Józefa” – ks. Aimé Ibovi, który w tym dniu przeżywał ósmą rocznicę swoich święceń kapłańskich). Oczywiście nie zabrakło modlitwy przy grobie ks. Józefa, znajdującym się na posesji parafialnej, przed kościołem, obok groty Matki Bożej, która to grota jest autorstwem ks. Józefa. Spotkanie z biskupem Victorem miało miejsce w domu podejmujących, jak zawsze gościnnie, sióstr józefitek.

Oyo na przestrzeni 40 lat było miejscem pracy wielu naszych misjonarzy. Parafia pw. Matki Bożej Wniebowziętej stanowi kontynuację starej misji w Tchambico pw. św. Radegondy, oddalonej od Oyo około 10 km i założonej przez spirytynów pod przywództwem Prospera Augouarda już w 1899 roku. Misja ta na skutek pożaru (od pioruna) i różnych trudności personalnych zaprzestała swej działalności. Erygowanie nowej parafii miało miejsce w 1963 r., a jej proboszczem został Kongijczyk ks. Benoit Ngassongo (późniejszy biskup). Tutaj w maju 1973 roku przybyła pierwsza trójka: ks. Stanisław Łacny, ks. Stanisław Jeż i ks. Andrzej Piotrowski. Wikariuszami i proboszczami w tej parafii byli: ks. Stanisław Łacny (1973-1979 jako proboszcz), ks. Stanisław Jeż (1973-1977), ks. Andrzej Piotrowski (1973-1974), ks. Wojciech Mach (1977-1986 jako proboszcz), ks. Stanisław Pawłowski (1979-1993, od 1986 jako proboszcz), ks. Bronisław Rosiek (IX 1984-IX 1987), ks. Józef Piszczek (X 1987-IV 2013, od 1993 jako proboszcz), ks. Jan Betlej (XI 1990-VII 1992), ks. Józef Kiwior (VIII 1993-VI 1997) oraz ks. Tomasz Atłas (XI 2002-IV 2004).

Centrum misji stanowi oczywiście kościół pw. Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny o efektownym wyglądzie. Już pierwsi misjonarze tarnowscy umieścili w nim okazałe, sprowadzone z Tarnowa i w nim wykonane tabernakulum. Rozbudowy kościoła i dania mu nowego wyglądu dokonał ks. Józef Piszczek w latach 1998/1999 (przedłużenie i dobudowanie wieży) i w latach 2003-2005 (poszerzenie, posadzka, ławki). Na wolno stojącej dzwonnicy, wybudowanej z inspiracji ks. Stanisława Łacnego przez p. Mariana Jeża, umieszczony jest dzwon „Najświętsza Maryja Panna”, który został wysłany z Tarnowa w pierwszych latach działalności naszych misjonarzy. Na dobudowanej wieży kościoła zawieszony jest dzwon „Św. Józef” przybyły w 1993 roku wraz z innymi dwoma dzwonami zakupionymi z ofiar z diecezji tarnowskiej („Św. Stanisław” i „Św. Jerzy” – „Stanisław” umieszczony w kaplicy dojazdowej w Tchikapika uległ uszkodzeniu i pęknięciu na skutek złego użytkowania, podobny los spotkał „Jerzego” w Ngo).

Kiedy pierwsi trzej misjonarze przybyli do Oyo, zastali właściwie mały kościółek i plebanię wybudowaną przez ks. Ngassongo z mieszkaniem dla 2 misjonarzy i dla kogoś, kto przybywa w gościnę. Dzisiaj oblicze misji jest całkowicie inne. Już na początku przyszły z Polski sfinansowane przez diecezję tarnowską dwa agregaty prądotwórcze. Pierwszą inwestycją naszych księży (Stanisława Łacnego, Stanisława Jeża, a także p. Mariana Jeża) było wybudowanie domu dla sióstr józefitek, które przybyły do Oyo w 1975 roku. Nasi misjonarze wychodzili naprzeciw potrzebom ludzi. Ks. Stanisław Jeż obok plebanii postawił aptekę, którą współorganizowała Faracuzka Marie Béatrice Decugis, świecka osoba z CAMPEC-u, organizacji wolontariackiej, która powstała jako pomoc tarnowskim misjonarzom pracującym w Kongu. Następnie ks. Wojciech Mach postawił budynek z pokojami gościnnymi, w którym obecnie znajduje się przedszkole prowadzone przez siostry. Po przeciwnej stronie, w samym kącie misji, ks. Stanisław Łacny zadbał o pomieszczenie na aparaty prądotwórcze, a nawet o kurnik i kompleks budynków gospodarczych przeznaczonych do nowoczesnej hodowli (hodowali świnie). Później wraz z ks. Wojciechem Machem zatroszczyli się o wybudowanie magazynu. To wszystko budował p. Marian Jeż. W jednym ciągu zabudowań ks. Wojciech zatroszczył się następnie o salki katechetyczne i bibliotekę, którą obsługiwały siostry. Później, po dokonaniu pewnych remontów, niektóre z tych obiektów zmieniły przeznaczenie.

Całą posesję otoczył murem ks. Stanisław Pawłowski, co w afrykańskich realiach było ważnym przedsięwzięciem. Potrzebował na to trzy lata. Ks. Józef Piszczek z ks. Stanisławem Pawłowskim, ks. Janem Betlejem dostawili do plebanii garaż, a nad nim sale na górze dla grup parafialnych, m.in. chóru. Cała reszta zabudowań na terenie misji w Oyo jest dziełem ks. Józefa Piszczka. Jest to pięć budynków wybudowanych w latach 2000-2005, w których się mieści szkoła podstawowa im. św. Radegondy, biuro szkolne, biblioteka i czytelnia oraz powstały chronologicznie jako ostatni college im. św. Józefa Gorazdowskiego – przy udziale funduszy zebranych przez kolędników misyjnych. Szkoły te dzisiaj pełnią ważną rolę w życiu społecznym i taką – ufamy – będą pełnić w przyszłości. Ludność do szkół przyparafialnych ma zaufanie. W podstawówce uczy się obecnie 314 dzieci, a w college 110 młodzieży w wieku gimnazjalnym. Do zauważenia jest również wybudowanie studni głębinowej ufundowanej z funduszu kolędników misyjnych w 2005 roku, czterech pajotów (okrągłych altanek afrykańskich) na różne spotkania m.in.. grupy katechizmowe oraz ołtarza polowego, któremu ks. Józef nadał imię ks. Jana Czuby. W roku 2003 ks. Józef rozpoczął budowę drugiego kościoła w Oyo (dzielnica Okongo) pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Do dzisiaj kościół jest w budowie, a plebania w stanie surowym. Najwięcej swego czasu ks. Józef poświęcał działalności charytatywnej. Był ciągle do dyspozycji ubogich i takiego go zapamiętano w Oyo.

Największym jednak śladem dotychczasowej obecności naszych dziesięciu misjonarzy związanych z ewangelizacją Oyo i okolic nie są ani dzieła przez nich dokonane, nawet te przez księdza Józefa, ale sam jego grób. Jest on symbolem miłości do Chrystusa, w imieniu którego wszyscy zostali posłani, ale też miłości do tamtejszych ludzi, dla których się poświęcali. Co więcej, ten grób na północy Konga jest pomnikiem, który stał się świadectwem entuzjazmu dla Ewangelii wszystkich naszych misjonarzy, którzy na przestrzeni lat pracowali w wymienionych sześciu parafiach ówczesnej diecezji Owando. Ale bezsprzecznie najwięcej ten grób mówi o miłości do mieszkańców kongijskiej ziemi tego, który w nim został pochowany, wyrażając za życia takie życzenie.

3. Młodsza siostra Gamboma

Drugim wielkim śladem Kościoła tarnowskiego pozostawionym na północy Konga jest parafia pw. Św. Piusa X w Gamboma założona przez holenderskiego spirytyna Roberta Haffmansa już w 1956 roku. Tutaj biskup Andrzej celebrował Eucharystię i przemawiał. W kazaniu powiedział m.in., że chrześcijanin to człowiek radości i wytrwałości. Przez wiarę możemy odkryć znaki, którymi przemawia do nas Bóg, na co nie byli w stanie zdobyć się faryzeusze. Biskup miejsca, pierwszy biskup diecezji Gamboma Urbain Ngassongo, po mszy św. zorganizował tzw. aperitif, który pozwolił ochłodzić temperaturę ciała chłodnym napojem, a jednocześnie spotkać się ze specjalnie zaproszonymi gośćmi: księżmi i samorządowcami.

Była też okazja, by znaleźć się w pełnym afrykańskim buszu. Celebrowaliśmy bowiem Eucharystię w dużej wiosce Passa, należącej do parafii Gamboma, gdzie ponad pięć lat temu celebrowaliśmy ją pod przewodnictwem ówczesnego biskupa tarnowskiego Wiktora. Sytuacja jednak była zupełnie odmienna niż przed laty. Wtedy na wolnym powietrzu, teraz w dużej kaplicy – wybudowanej przez ks. Tomasza Kanię dzięki pomocy czeskich katolików – choć jeszcze nie wykończonej. Było to okazją do wsparcia miejscowego komitetu budowy na posunięcie prac. W obu celebrach towarzyszył naszemu biskupowi biskup Urbain. On również, wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami, przybył na kolację do domu miejscowych sióstr, gdzie była kolejna okazja do braterskiego spotkania.

Pierwszy pracę w Gamboma, w której wtedy od niedawna duszpasterstwo spoczywało na księdzu kongijskim, podjął ks. Andrzej Piotrowski, do którego wnet dołączył ks. Stefan Wal. Niemal od razu ks. Andrzej zorganizował na miejscu aptekę, która miała służyć ludziom, podobnie jak w Oyo. Ewangelizacja, powierzona dwóm młodym księżom tarnowskim, rozpoczęła swoją erę.

W Gamboma księża tarnowscy pracowali tylko niespełna rok krócej niż w Oyo. Na przestrzeni tych prawie 40 lat (1974-2013) najdłużej swoją obecność zaznaczył tu ks. Józef Kordek. Pracował tu aż 22 lata, z czego ponad 19 lat (24 V 1987 – 1 X 2006) jako proboszcz. Wcześniej był tu wikariuszem (17 X 1984 – 24 V 1987). Na przestrzeni tych lat pełnił on odpowiedzialne funkcje: był przez 10 lat dziekanem Regionu Plateaux, przez 2 lata wikariuszem generalnym i 4 lata wikariuszem biskupim. Dokonał też wiele rekonstrukcji budynków. Całą parcelę misji otoczył murem, który liczy w sumie 400 m. Kierował też pracami budowy dużego budynku nowicjatu dla sióstr józefitek przez nie finansowanego. W 1999 roku zorganizował na miejscu szkołę katolicką (podstawową z klasami od 1 do 6), której na początku był dyrektorem. Rok później ruszył w Gamboma collège catholique (klasy od 7 do 10) – odpowiednik naszego gimnazjum. Od samego początku w kompleksie szkół miała miejsce nauka religii. Na jej potrzeby ks. Tomasz Kania w 2004 roku zredagował katechizm, na podstawie katechizmu katolickiego, dla dzieci i młodzieży. W późniejszym okresie poszerzył program na wzór nauczania religii w szkołach katolickich we Francji. Na wybudowanie i zorganizowanie tych szkół oraz obecnego liceum (w październiku 2010 roku inaugurowano pierwsza klasę Katolickiego Liceum, które jest jedyną taką placówką na północy kraju), które jest dziełem ks. Tomasza Kani, diecezja tarnowska z funduszu kolędników misyjnych przekazała ponad 52 tys. euro. Obecnie w wymienionych szkołach uczy się odpowiednio: 200 dzieci, 70 gimnazjalistów i 30 licealistów. Między innymi z tych szkół wywodzą się liczni katoliccy harcerze.

Ks. Tomasz Kania, przejmując probostwo po ks. Józefie Kordku w październiku 2006 roku, kontynuował swe zaangażowanie w rozwój szkoły katolickiej. Dokończył budynek gimnazjum i wybudował wspomniany już budynek liceum, którego fundamenty postawił ks. Józef Kordek. Ks. Tomasz zaopatrzył misję w wodę, budując studnię głębinową z funduszu kolędników misyjnych (jego dziełem jest również studnia na parceli sióstr). Wybudował też grotę Matki Bożej przy finansowym współudziale nuncjusza w Republice Konga i Gabonie abp. Jana Pawłowskiego, a z wolno stojącej wiaty postawionej przez ks. Józefa Kordka zrobił szopkę. Pracą ks. Tomasza było również przygotowanie dawnej plebanii na biskupstwo, gdyż w lutym 2013 roku Gamboma stała się stolicą nowej diecezji.

Najważniejszy ślad, jaki zostawiła szkoła katolicka, to wysoki poziom nauczania i wyników, czym się legitymowała przynajmniej w okresie asystencji naszych misjonarzy i sióstr józefitek. W rankingu krajowym w swojej kategorii w roku 2006 odniosła sukces, zajmując pierwsze miejsce. W marcu zaś 2010 roku Dyrekcja Szkoły otrzymała list gratulacyjny od Komisji Episkopatu Konga ds. Edukacji Katolickiej, wyrażający uznanie za całokształt wysiłków. W kontekście szkół w Gamboma należy wspomnieć o przedszkolu prowadzonym od dawna przez siostry józefitki. W tym roku siostry oddały do użytku nowy budynek, do którego uczęszcza 90 przedszkolaków. W jego budowie fundusz kolędników misyjnych ma swój stosowny udział.

Trzeba powiedzieć, że od samego początku misjonarze tarnowscy dbali o edukację. Podobnie jak w Oyo również i tutaj została wybudowana biblioteka – to dzieło ks. Bronisława Puchały.

Od początku do 2013 roku w Gamboma pracowało 7 tarnowskich misjonarzy. Byli nimi oprócz wspomnianego powyżej ks. Józefa Kordka: ks. Andrzej Piotrowski (1974-1979 – proboszcz), ks. Stefan Wal jako wikariusz i proboszcz (1974-1986), podobnie ks. Bronisław Puchała (1980-1988). Wikariuszami byli również: ks. Stanisław Boroń (1988-1991) i ks. Jan Betlej (1992-1999), z przerwą (1997-1998) w Kamerunie. Ostatnim wikariuszem i proboszczem z księży tarnowskich był ks. Tomasz Kania (XI 2002-VI 2013). Od marca 2011 roku był dziekanem regionu Plateaux, który stał się terenem diecezji Gamboma.

Ks. Krzysztof Czermak
Głoście Ewangelię (2014)2, 5-15
c.d.n.