List z Czadu: ks. Paweł Tabiś - NDjamena, 17 grudnia 2015 r.

Ks. Paweł Tabiś, który głosi ewangelię w Czadzie od końca września 2015 roku, w swoim praktycznie pierwszym liście snuje rozważanie, co robić, aby „nie przegapić przychodzącego Pana”, bazując w swoich myślach na codziennej, przeżywanej przez niego rzeczywistości.

N'Djamena, 17 grudnia 2015 r.

Kiedy w Afryce nie widać słońca...

...czyli o tym, jak podczas burzy piaskowej nie przegapić przychodzącego Pana.

 

            Człowiek, który mieszka na pustyni powinien wiedzieć, że kiedy w środku nocy budzi go świst wiatru, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to zamknąć okna. Dziś jest to dla mnie oczywiste, jednak w pierwszych dniach adwentowego czuwania, moja postawa miała niewiele wspólnego z gotowością do działania. Zamiast podjąć ten niebanalny trud zamknięcia okien, obróciłem się na drugi bok i nakryłem prześcieradłem. Dźwięk budzika i pierwsze otwarcie oczu tamtego poranka nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń, bo kiedy z rzęs do oczu leci piasek, tracisz motywację do tego, by rozpocząć dzień. Jak można podejrzewać, wygląd mojego pokoju pozostawiał wiele do życzenia - kurz, pył i piach. Ja natomiast mogłem sobie wyobrazić jak to jest palić papierosy przez pięćdziesiąt lat życia i budzić się z kaszlem palacza, nie polecam.

            Jako że przedpołudnie zeszło mi na doprowadzeniu mieszkania do normalności, a i na zewnątrz wciąż szalała burza piaskowa, tak, że o widoku słońca można było zapomnieć, nie mówiąc już o możliwości zrobienia w takich warunkach czegoś konkretnego, miałem sporo czasu na przemyślenia. Pomyślałem sobie wtedy, że, choć wiem, iż do Eliasza Bóg nie przyszedł ani w gwałtownym wichrze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w trawiącym ogniu, a w szmerze łagodnego powiewu (por. 1 Krl 19,11-12), to jednak gdyby tamtej adwentowej nocy, w miejsce pierwszej tego roku burzy piaskowej przyszedł Zmartwychwstały Chrystus, to odwrócony do Niego plecami i przykryty po uszy prześcieradłem, nie wypadłbym zbyt dobrze. A mógł przyjść! Bo przecież to nie tylko adwent lub takie czy inne święta mają nam uświadamiać, że „Pan jest blisko, we drzwiach” (por. Mk 13,29), że przychodzi! Może jeszcze nie po to, aby sądzić żywych i umarłych, ale po to, by nawiązać, lub odnowić relację z człowiekiem, by na nowo obdarować swoją nieskończoną miłością wszystkich, których spotka przechodząc czasem i przez pustynie serc. On chce się narodzić w każdym sercu, nawet w tym opatulonym prześcieradłem, które, akurat teraz, nie chce, żeby ktokolwiek mu przeszkadzał. On już taki jest, że nie potrafi nie kochać.

            Chrystus przychodzi tak samo, niezależnie od długości czy szerokości geograficznej. Tym co jest nam wspólne, to Jego obecność pośród nas. Chrystus przychodzi tak samo, ale niekoniecznie w ten sam sposób, bo "co kraj to obyczaj", bo choć w mieście na pustyni zbudowanym - w N'Djamenie, stolicy Czadu, gdzie obecnie pracuję - nie ma mszy świętych roratnich, trudno o wieniec adwentowy, a choinka postawiona jest na piasku, to jednak radość z Bożego Narodzenia i wielka modlitwa o pokój jest wspólna nam wszystkim. Nie jest to ważne, czy pasterka odprawiana jest o północy w ośnieżonych kościołach w Polsce (albo w atmosferze oczekiwania na śnieg), czy o godzinie dziewiętnastej w zakurzonej N'Djamenie. W obu wypadkach równie mocno pragniemy, aby znów się narodził, aby przemienił ludzkie serca, nasze serca, żebyśmy - nie tylko w wigilijny wieczór, ale i na co dzień - potrafili przemówić ludzkim głosem do spotkanego człowieka, abyśmy odnaleźli pokój, ten wewnętrzny, ale i ten zewnętrzny. W kraju, gdzie msze święte niedzielne, ze względów bezpieczeństwa, odprawia się „pod bronią”, w obstawie policji, a wchodzący do "kościoła" są badani wykrywaczem metalu, gdzie w sumie żyje się spokojnie, lecz ze świadomością, że wszystko się może zdarzyć, noworoczna modlitwa o pokój nabiera głębszego sensu, a jej owoce są jeszcze bardziej wyczekiwane.

            W roku świętego czasu jubileuszowego Roku Miłosierdzia, z parafii, w której konstruujemy sanktuarium Bożego Miłosierdzia (a będzie to dopiero trzeci kościół, jako budynek, w tym mieście mającym sporo ponad milion mieszkańców), w okresie składania świątecznych życzeń, zawierzam Was, Kochani, Miłosiernemu Ojcu, życząc tym samym, aby świąteczny czas naznaczony miłosierną miłością, zaowocował w Waszych domach, rodzinach, sąsiedztwie, w całej parafii odnowieniem relacji z Tym, który jest Miłością, który przyszedł na świat, aby nas miłością ubogacić, aby przemienić nasze serca, byśmy stali się świadkami owej Miłości i siewcami Pokój.

 

            Pozdrawiam Was gorąco (bo mimo iż u nas również zima, to jednak temperatura oscyluje wokół trzydziestu stopni) i pokornie zawierzam Wasze rodziny, relacje i osobiste intencje Temu, który pragnie obdarzyć ojcowskim miłosierdziem.

 

            Niech Was Pan błogosławi i strzeże!

 

ks. Paweł Tabiś

Czad