XXI DIECEZJALNE SPOTKANIE KOLĘDNIKÓW MISYJNYCH

XXI DIECEZJALNE SPOTKANIE KOLĘDNIKÓW MISYJNYCH

W kościele pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Szymbarku spotkało się niemal 1400  kolędników misyjnych z 52 parafii diecezji tarnowskiej. Dzieciom towarzyszyli opiekunowie: 25 księży, niemal tyle samo sióstr zakonnych i ponad 180 opiekunów świeckich. Eucharystii przewodniczył ks. bp Andrzej Jeż. W swoim kazaniu ksiądz biskup zwrócił uwagę na kolędowanie jako na środek stawania się lepszym, ale też na dobro czynione dla innych. Wspominając swoją wizytę w Kamerunie w szkole dla dzieci głuchoniemych w Bertoua, docenił wysiłek kolędników, którzy pozwalają dzieciom, również tym, o których rozwój intelektualny nikt się nie troszczy, funkcjonować w społeczeństwie jak inne dzieci. Wezwał też słuchaczy, by swoją wrażliwość misyjną przedłużali w ciągu całego roku przez żywe uczestniczenie w Papieskim Dziele Misyjnym Dzieci.

W konkursie „Spieszmy do Betlejem” na najładniejsze stroje, I miejsce jury przyznało grupie z parafii Iwkowej, II – z parafii Szymbark, a III – parafii Tymowa . Nagrody wręczył laureatom ksiądz biskup. Zostały też rozdane nagrody za udział w konkursie na wiedzę o misjach w Boliwii prowadzonych przez tarnowskich księży.

 Kolędnicy i pozostali uczestnicy mieli możliwość spotkania się z p. Izabelą Cywą, byłą dyrektorką szpitala w Bagandou w Republice Środkowoafrykańskiej, który jest dziełem kolędników misyjnych. Słuchali też świadectwa ks. Łukasza Niemca z Kazachstanu, który przedstawił sytuację dzieci w kraju jego posługi, jako całkowicie różną od tej, której doświadczają dzieci polskie. Oglądnęli też strony albumu wydanego z okazji 25-cia przedsięwzięcia kolędników misyjnych w diecezji tarnowskiej. Nie brakło czasu na wspólną zabawę i wspólne chwalenie Pana Boga. Ułatwiły to dzieciom panie Gabriela Pyzia i Martyna Snopkowska. Gorąca herbata i drożdżówka pomogły w radosnym przeżyciu tego spotkania.

Śpiewom kolędników towarzyszył zespół muzyczny z parafii, która otworzyła gościnne drzwi kolędnikom.

Galeria zdjęć: zobacz.

SPOTKANIE KOLĘDNIKÓW MISYJNYCH POKAZAŁO…

 

Z kolędnikami misyjnymi nie spotkałam się, aż do czasu przeprowadzki do Dębicy. Wtedy to moje dzieci zostały zaangażowane w ognisku misyjnym i przy okazji świąt w kolędowanie. Traktowałam to jako kolejne kółko prowadzone w szkole, czy zajęcia dodatkowe.

Prawie dwa lata temu do naszej szkoły przybyła nowa siostra, która zaczęła sprawować opiekę nad ogniskiem misyjnym.  Z przyczyn do dziś dla mnie niezrozumiałych zaproponowała mi współpracę. Zgodziłam się nie sądząc, że zaczyna się czas nie mojej pomocy, nie mojego zaangażowania, ale mojej przemiany. Każde spotkanie, mające uwrażliwiać dzieci na drugiego człowieka, budować w nich odpowiedzialność  za Kościół, zachęcać do bycia misjonarzem nie tylko podczas tzw. „akcji”, ale także na co dzień wśród rówieśników, przede wszystkim trafiało do mnie, zmuszało mnie do osobistej refleksji i rachunku sumienia wobec tych zagadnień.

Kolędowanie misyjne to dla mnie kolejne refleksje. To co mnie zachwyciło to dzieci, które z zaangażowaniem i ogromną radością pukały do domów, nie zniechęcając się zamykanymi drzwiami. My dorośli często zniechęcamy się niepowodzeniami, chcemy wszystko wyliczać, co się opłaca, co nie. Tymczasem to bycie z dziećmi zmusiło mnie do postawienia sobie pytania: „Po co i dla kogo ja to robię, czy szukam siebie, czy idę w imię Chrystusa, czy idę dla własnej przyjemności, czy chcę innym zanieść prawdziwą radość płynącą  z Narodzenia Jezusa, w moim sercu, w życiu?  Wróciłam z kolędy umocniona, ubogacona i zachwycona tymi, którzy nas przyjmowali, ich wiarą ciepłymi słowami, ofiarnością. To przede wszystkim ja został obdarowana radością płynącą z betlejemskiego żłóbka.

A potem Szymbark. Spotkanie w Szymbarku było moim pierwszym. Niewiele wiedziałam ani o samej miejscowości, ani o spotkaniu, w którym mieliśmy uczestniczyć. Jakież było moje zdziwienie, kiedy niemal od samego wjazdu byliśmy prowadzeni przez grupy „porządkowe”. Przypominają mi się tu słowa z Księgi Psalmów: „Bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień”. I rzeczywiście przez cały nasz pobyt towarzyszyli nam aniołowie dbając, byśmy mogli bezpiecznie wszędzie dotrzeć. Wskazywali drogę, odpowiadali na pytania, posilali ciepłą herbatą. Dbali, by nasze ludzkie potrzeby, problemy, nie przysłoniły nam tego co najważniejsze, wspólnej modlitwy, radości ze spotkania.

Podczas spotkania ujęła mnie animacja. Nie było to rozrywkowe zabawianie dzieci, ale budowanie ich radości na spotkaniu z Jezusem Chrystusem, na modlitwie, na byciu dla drugiego człowieka.

Przyznam, że bardzo trafiły do mnie słowa: „kiedy śpiewasz pomyśl, co chcesz Panu Jezusowi tą pieśnią powiedzieć”. Przełożyłam to sobie na każdą chwilę mszy świętej. Tak często wyrzucam sobie rozkojarzenie, brak skupienia podczas Eucharystii, a tymczasem mogę każdym momentem, każdą pieśnią wyrażać na nowo moją modlitwę. Okazuje się wtedy, że trwanie przy Jezusie podczas mszy nie jest wysiłkiem. Chwilowe rozproszenia, nie przekreślają tego spotkania.

W ostatnich latach często wśród starszych można usłyszeć, że „święta nie mają klimatu takiego jak kiedyś”. Słowa smutne, ale pokazujące czym dla nas tak naprawdę są święta, czego od nich oczekujemy. Jakże piękne w tym kontekście było świadectwo misjonarza diecezji tarnowskiej ks. Łukasza Niemca, kiedy mówił, że w Kazachstanie święta są normalnym dniem pracy, ale „nie pozbawia nas to radości z Narodzenia Pana”.

My mamy dni wolne, wszystko w sklepach, możemy nawet zamówić gotowe dania, ale czy mamy prawdziwą Radość, czy święta to dla nas prawdziwe Boże Narodzenie, ale takie narodzenie, które przemienia życie, które uczy ofiary. Mam nadzieję, że po tym świadectwie, po moich przemyśleniach nad tym tematem, uda mi się nauczyć od tych, którym pomagamy, właśnie takiego przeżywania swojej wiary.

Spotkanie kolędników misyjnych pokazało mi jak bardzo każdy z nas jest ważny. Jak te nasze małe kroki tworzą wielkie, wręcz niewyobrażalne dzieła. Często, my ludzie świeccy mamy w sobie przekonanie, że misje to sprawa sióstr zakonnych, księży, ludzi samotnych, którzy wyjeżdżają na misje. Sądzimy, że w tym dziele nie ma dla nas miejsca, przecież na misje nie wyjedziemy. Tymczasem to spotkanie, obecność tylu ludzi świeckich, uświadomiło mi jeszcze mocniej, że to jest nasza sprawa. Nasza obecność w tym dziele nie jest przypadkiem. Gdyby Pan Bóg chciał nas wysłać na misje, to by nas tam powołał. Tymczasem dał nam rodziny, pracę, abyśmy z tych naszych domów, miejsc wspierali misje, byśmy uwrażliwiali dzieci, a przez nich ich rodziny na misyjność Kościoła, do którego wszyscy jesteśmy powołani. A Pan powoła tych, których zechce, może właśnie dzięki naszej pracy.

Monika Kraszkiewicz

Parafia pw. Krzyża Świętego i Matki Boskiej Bolesnej w Dębicy